Almanach Concilium Civitas 2020/2021 – Profesor Anita Jean Prażmowska “Rok 1956 a polscy pisarze” –

Concilium Civitas, Almanach 2020/2021, Przyszłość, Czas po COVID

Anita Jean Prażmowska “Rok 1956 a polscy pisarze”

Destalinizacja w Polsce była procesem złożonym. Nie przeprowadziła jej partia rządząca (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza – PZPR), ale była ona reakcją partii na wielowątkowy proces krytyki i rewizjonizmu niepowodzeń i zbrodni, który doprowadził do zmiany władzy w październiku 1956 roku. Poszczególni polscy pisarze, a zwłaszcza Związek Literatów Polskich (ZLP), odegrali ważną rolę w wyrażaniu niezadowolenia obywateli latem i jesienią 1956 roku. Kulminacją był siódmy zjazd ZLP, trwający od 29 listopada do 2 grudnia 1956 roku, podczas którego krytykowano konsekwencje stalinowskiej polityki dla świata twórców i całego społeczeństwa. Tygodniki „Nowa Kultura” (wydawana przez ZLP) oraz „Po Prostu” (organ Związku Młodzieży Polskiej) wyrażały krytykę polityki państwowej i partyjnej w związku z kwestiami daleko wykraczającymi poza tematy zwykle poruszane w obu pismach.
Celem niniejszego artykułu jest zbadanie, czy pisarze świadomie wzięli na siebie rolę głosu narodu, a zwłaszcza tych jego części, które były ofiarą systemu stalinowskiego. Ważne jest także prześledzenie procesu odwilży politycznej, która nastąpiła po śmierci Józefa Stalina w 1953 roku i która dała pisarzom odwagę wypowiadania się na zakazane tematy. Jak ci, którzy deklarowali lewicowe poglądy, zdecydowali się jednak na sprzeciw wobec komunistycznego reżimu, testując, kwestionując i poszerzając granice dopuszczalnej krytyki? Niniejsze dochodzenie koncentruje się szczególnie na roli, jaką odegrała w Polsce społeczność pisarzy w miesiącach i latach po śmierci Stalina, zanim Nikita Chruszczow przyznał, że za życia Stalina sankcjonowano „wypaczenia komunizmu”. Deklarację tę Chruszczow złożył podczas zamkniętej sesji plenarnej XX Zjazdu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w lutym 1956 roku. Niniejszy artykuł wskazuje na to, że polscy pisarze zainicjowali rewizję okresu stalinowskiego jeszcze przed owym sławnym przemówieniem.

***

W czasach stalinowskich, ale także podczas całego okresu komunistycznego, Związek Literatów Polskich zawsze był organizacją rzekomo dobrowolną, zrzeszającą tych, którzy określali się jako pisarze kreatywni. Było to jedyne legalne stowarzyszenie pisarzy istniejące w latach 1950–1956. ZLP zarządzał funduszami, stypendiami i grantami, które były wypłacane pisarzom, by mogli skupić się na twórczości. Związek miał też dostęp do przydziałów na trudno dostępne domy wczasowe i sanatoria. I co najważniejsze, rekomendował kontrolowanemu przez siebie wydawnictwu Książka i Wiedza prace do publikacji. I na odwrót – mógł nie dopuścić do tego, by jakiś autor lub autorka publikowali swoje dzieła. Rzeczywistość zaś wyglądała tak, że pisarze, którzy nie należeli do ZLP, nie mieli szans na opublikowanie czegokolwiek. Związek Literatów Polskich był organizacją, za pośrednictwem której partia komunistyczna przekazywała pisarzom instrukcje polityczne i oczekiwała ich realizacji. Na dorocznym zjeździe w 1950 roku w Szczecinie Związek Literatów Polskich uznał socrealizm za jedyną formę ekspresji artystycznej. Następny zjazd odbył się w czerwcu 1954 roku, a kolejny na przełomie listopada i grudnia 1956 roku. Te trzy zjazdy wyznaczają trzy różne etapy definiowania jedynej roli, jaką pozwalano odgrywać artystom w Polsce w tamtym czasie.
W okresie stalinizmu oraz tuż po śmierci Stalina Związek Literatów Polskich zdominowany był przez trzech prominentnych pisarzy: Leona Kruczkowskiego, Jarosława Iwaszkiewicza i Kazimierza Brandysa. Później ich całkowita kontrola nad związkiem pisarzy została poddana krytyce. Głównie dlatego, że wykorzystywali oni pieniądze ZLP do wymuszania na jego członkach pisania w określony sposób oraz do kontestowania i wykluczania tych, którzy nie chcieli spełniać oczekiwań reżimu i realizować się w roli artystów budujących socjalizm.
Należy przy tym zauważyć, że choć wielu pisarzy i poetów stosowało się do tych zaleceń, robili to nie z przekonania, ale po to, by przetrwać. Na początku lat 50. tworzyli prymitywne wiersze na cześć Stalina, a od roku 1956 ci sami autorzy zaczęli pisać o bolesnej rzeczywistości okresu stalinizmu. Adam Ważyk i Władysław Broniewski doczekali się w 1954 roku pochwał za prace, które były szczególnie dobrym przykładem socrealistycznej twórczości. Słowo o Stalinie Broniewskiego i Lud wejdzie do Śródmieścia Ważyka przedstawiono na zjeździe w 1954 roku jako szczególnie inspirujące dzieła realnego socjalizmu. Wisława Szymborska była jedną z nielicznego grona pisarzy, którzy nie wychwalali socrealizmu, ale jednocześnie ich styl pisarski uznano za tak piękny, że lepiej uczył czytelnika, jak ma pokochać nowe życie, niż dzieła tych, którzy przygotowywali poematy o tworzeniu przemysłu ciężkiego. [1]Referat wygłoszony przez Kazimierza Brandysa 8 czerwca 1954 r. na VI Walnym Zjeździe ZLP w Warszawie. Nie znaczyło to, że pisarzom tym brak było uczciwości ani że wydawano ich tylko dlatego, że skłonni byli wychwalać niezmiernie brutalny reżim. Kiedy sprzeciw wobec instrukcji partii nie był już niebezpieczny, ci sami ludzie stali się ważnymi krytykami reżimu. Poemat dla dorosłych Adama Ważyka, opublikowany w 1955 roku, był pierwszym głosem krytykującym niepowodzenia komunistycznych rządów. Z dyskusji, do których dochodziło podczas zjazdów w 1954 i 1956 roku, oraz z raportów publikowanych w „Nowej Kulturze” wynika, że polscy pisarze mieli raczej lewicowe, postępowe poglądy. Wielu pisarzy aktywnych w okresie powojennym już w latach 30. łączonych było z postępowymi i awangardowymi trendami, zwłaszcza z miesięcznikiem „Skamander”. Niektórzy uciekli na Zachód (Antoni Słonimski), inni albo znaleźli się na terenach okupowanych przez Związek Radziecki (Aleksander Wat), albo uciekli do Związku Radzieckiego (Adam Ważyk). Tadeusz Borowski był w nazistowskim obozie koncentracyjnym. Nieliczni żydowscy pisarze, którym udało się przeżyć, musieli ukrywać swoje pochodzenie. Trauma życia w ciągłym strachu przed zdradą odcisnęła na nich piętno (Mieczysław Jastrun). Po zakończeniu wojny ci, którzy byli na Zachodzie, musieli podjąć trudną decyzję, czy wrócić do Polski, co przez rząd RP na uchodźstwie w Londynie oraz społeczność emigrancką uznawane było za zdradę. Wydarzenia okresu wojennego losowo doprowadziły do tego, że pisarze i poeci, którzy po wojnie znaleźli się w Polsce i zajęli się działalnością artystyczną, zwykle byli kojarzeni z ideami postępowymi albo wręcz otwarcie lewicowymi. Wielu miało problemy zdrowotne i zmagało się ze skutkami wojny. Nikt z nich nie miał prywatnych zasobów i wszyscy byli uzależnieni od państwa. Dlatego w niektórych przypadkach dochodziło do niepisanego porozumienia: ZLP zapewniał autorom pomoc materialną i możliwość publikowania prac, w zamian za co ci musieli od czasu do czasu napisać pochwalny tekst z grubsza pasujący do definicji socrealizmu. Okoliczności śmierci Stalina i powolne rozluźnianie partyjnej kontroli nad pisarzami stworzyły początkowo nieśmiały, ale później coraz silniejszy napływ krytycznych artykułów, prozy i wierszy. Wszystkie jednak nadal były pisane z lewicowego punktu widzenia i skierowane na naprawę dawnej i obecnej niesprawiedliwości.
Pierwsze przejawy destalinizacji były niezbyt obiecujące i gdyby nie impet późniejszych wydarzeń, mogłyby przejść niezauważone. VI Zjazd ZLP trwał od 8 do 11 czerwca 1954 roku. Choć od śmierci Stalina minęło półtora roku, nie widać było jeszcze zbyt wielu oznak zmiany.
W otwarciu zjazdu uczestniczyli minister kultury Włodzimierz Sokorski, premier Józef Cyrankiewicz, Jakub Berman, główny ideolog PZPR i członek Biura Politycznego, oraz Edward Ochab, sekretarz Komitetu Centralnego PZPR. Nie mogło być wątpliwości, że rząd uważa, że pisarze mają w Polsce ważną rolę do odegrania. W przemówieniu otwierającym zjazd Ochab powiedział, że trzeba zwiększyć produkcję dóbr konsumpcyjnych, ale jednocześnie stwierdził, że jedynym sposobem unowocześniania rolnictwa jest kolektywizacja. Te dwie kwestie były bezdyskusyjnie istotne, biorąc pod uwagę nacisk rządu na rozwój przemysłu ciężkiego i brutalną politykę kolektywizacji od 1951 roku. Ochab utrzymywał wprawdzie, że oba te kierunki są słuszne, ale niezobowiązująco przyznał, że można było lepiej przeprowadzić pewne działania. Niemniej jasno dodał, że obowiązkiem pisarzy jest wspieranie rządu. Dalej mówił, że pisarzom przypada rola uchwycenia tego kluczowego historycznego momentu i przedstawienia go w literaturze. Pisarze zaś: „Głęboko wnikną w problematykę współczesnej walki klasowej na wsi i potrafią oddać dramatyczne napięcie tej walki, piękno duchowe ofiarnych bojowników o socjalizm, rodzenie się nowego człowieka”. [2]Wystąpienie Edwarda Ochaba
wygłoszone 8 czerwca 1954 r. podczas VI Zjazdu Walnego ZLP w Warszawie.
Ponieważ: „Wielka literatura i sztuka może się rodzić tylko w najgłębszym związku z życiem”, [3]Ibidem pisarze mają z jednej strony unikać przedstawiania fałszywie optymistycznego obrazu, a z drugiej inspirować czytelników nadzieją i dopingować, by się nie poddawali. Podczas dyskusji, która nastąpiła po oficjalnym otwarciu, Kruczkowski potwierdził, że walka o socjalistyczny realizm będzie trwać i będzie on wiodącą ideologią dla pracy literackiej. Na wypadek gdyby młodzi autorzy nie byli pewni jej znaczenia, przypomniano im, że ich obowiązkiem jest przedstawianie bólu i zmagań robotników, ale należy to robić w szerszym kontekście budowania socjalizmu. Kierownictwo ZLP wzięło przykład z wcześniejszego wystąpienia Gieorgija Malenkowa, radzieckiego premiera i członka zbiorowego ciała przywódczego sprawującego władzę po śmierci Stalina. Malenkow uważał, że artyści i pisarze powinni nadal przestrzegać zasad, którymi już wcześniej kierowali się w pracy. Zaatakował radzieckich autorów za to, że nie realizują z odpowiednim zapałem celów socjalistycznego realizmu, czyli tworzenia pozytywnego wizerunku codziennej walki o budowę socjalizmu. Ponieważ takie były wytyczne dla pisarzy radzieckich, Kruczkowski także wyjaśniał, że polscy autorzy powinni być nieufni wobec „naturalizmu”, różniącego się od realizmu socjalistycznego tym, że brakowało mu optymizmu, którym powinien się kierować dobry pisarz.
Podczas dyskusji, która nastąpiła po tym przemówieniu, kilku pisarzy powiedziało, że oczekują czegoś nowego, może nowej, krytycznej oceny życia w Polsce. Zainspirowani raportami z jedenastej sesji Rady Kultury i Sztuki Związku Radzieckiego pisarze Stanisław Dobrowolski i Seweryna Szmaglewska mówili o potrzebie „nowego wiatru w Polsce”. Szmaglewska, Dobrowolski oraz poeta Julian Przyboś mówili też o znaczeniu transformacji dokonującej się w Związku Radzieckim, czym zyskali ogólny aplauz. Ale były to dopiero małe oznaki możliwych przyszłych zmian. Na razie kierownictwo ZLP i kontrola jego linii artystycznej pozostały w rękach trzech ludzi: Kruczkowskiego, Iwaszkiewicza i Brandysa.
Choć zjazd ZLP wydawał się niewiele zmienić, ponieważ nie był wolnym forum dla otwartej debaty, w ciągu kilku następnych miesięcy tygodniki „Nowa Kultura” i „Po Prostu” poruszyły kwestie, które budziły powszechne zainteresowanie. Charakterystyczną cechą artykułów, które pojawiły się w obu periodykach, było to, że miały bardzo niewiele wspólnego z życiem literackim i artystycznym. Prominentni autorzy, ekonomiści i naukowcy stopniowo rozszerzali zakres debaty w obu tygodnikach. W artykule opublikowanym we wrześniu 1955 roku w partyjnym tygodniku „Nowe Drogi” napisano, że hotele robotnicze, które miały pomagać wyciągać młodych ludzi z zapadłych wiosek i wdrażać ich do nowego, socjalistycznego sposobu produkcji, są tak naprawdę siedliskami zepsucia i wyzysku oraz przedsionkiem świata przestępczego. Dla dzisiejszych czytelników byłby to może temat do polemiki, ale teza nie budziłaby zaskoczenia, jednak w czasach stalinizmu, kiedy do korzyści płynących z industrializacji podchodzono bezkrytycznie, taki artykuł wydawał się niezmiernie śmiały.
We wrześniu 1955 roku „Nowa Kultura” opublikowała artykuł Tadeusza Konwickiego, w którym wzywa on do dialogu z polskimi pisarzami za granicą [4]Konwicki T. (1955). Nad książką emigracyjną, Nowa Kultura, 36(284), vol. 6.. Konwicki napisał, że nie można dłużej tolerować sytuacji, w której reżim komunistyczny wszystkich, którzy zostali na Zachodzie, uważa za reakcjonistów. Artykuł zainicjował dyskusję na temat losu Polaków na emigracji. Następnie pojawił się artykuł Zbigniewa Florczaka, w którym po raz pierwszy ujawnione zostały obozy dla dipisów na Zachodzie, co z kolei wywołało dyskusję na temat Radia Wolna Europa, finansowanego przez CIA [5]Florczak Z. (1955). Chcemy zobaczyć emigrację. Nowa Kultura, 37(285), vol. 6.. W artykule Konwickiego pojawia się niepokój, że wielu intelektualistów, pozostając na Zachodzie, traci kontakt z tym, co dzieje się w Polsce. Autor pisze, że nie należy traktować ich jak zdrajców.

***

Na początku roku 1956 dwa wydarzenia miały ogromny wpływ na ton i treść artykułów publikowanych w „Nowej Kulturze” i „Po Prostu”. Po śmierci pierwszego sekretarza Komitetu Centralnego partii Bolesława Bieruta (12 marca) doszło do otwartej walki o przywództwo w partii. Podczas niej pojawiły się kwestie, o których dyskutowano na XX Zjeździe w Moskwie, w którym brał udział Bierut, kiedy był już chory. „Po Prostu” i „Nowa Kultura” prowadziły ze sobą dyskusję na tematy poruszane przez młodych intelektualistów. Trzej autorzy: Jerzy Ambroziewicz, Walery Namiotkiewicz i Jan Olszewski, 11 marca zamieścili w „Po Prostu” artykuł pod tytułem Na spotkanie ludziom z AK[6]Ambroziewicz, J., Namiotkiewicz, W., Olszewski, J. (1956). Na spotkanie ludziom z AK. Po Prostu, 11(373). . Temat ten kontynuowany był w numerze z 1 kwietnia, a tego samego dnia „Nowa Kultura” opublikowała artykuł pod tytułem My z AK. Po raz pierwszy – i to z uderzającą stanowczością – obydwa tygodniki zapewniały, że członkowie Armii Krajowej byli patriotami walczącymi o wolną Polskę. Obydwa twierdziły, że kategoryczne potępienie przez reżim wszystkich członków AK było niesłuszne i doszło do wielkiej niesprawiedliwości. Oczywiście nie wszyscy czytelnicy zgadzali się, że należy zrehabilitować AK, ale zaakceptowany został pogląd, że należy dokonać rozróżnienia pomiędzy dowództwem organizacji i jej szeregowymi członkami. 13 maja „Nowa Kultura” opublikowała polemikę na temat roli Batalionów Chłopskich, działających w czasie wojny oddziałów partyzanckich związanych z ruchem ludowym[7]Wilbik-Jagusztynowa, W. (1956). AK a Bataliony Chłopskie. Nowa Kultura, 30(320), vol. 7.. W okresie stalinizmu członkowie batalionów opisywani byli jako pachołki AK. Naprawiono tę historyczną nieścisłość i zwrócono uwagę na postępowe cele Batalionów Chłopskich i ich niełatwych relacji z Armią Krajową.
Tygodnik „Po Prostu” poszedł jeszcze dalej, krytykując stagnację w młodzieżowej organizacji komunistycznej o nazwie Związek Młodzieży Polskiej[8]Artykuł wstępny (1956). Podyskutujemy. Co robić? Po Prostu, 15(377).. Artykuł wzywał do stworzenia prawdziwie rewolucyjnej organizacji młodzieżowej. Doprowadziło to do interesującej dyskusji, czy ruch młodzieżowy powinien mieć szeroki zasięg, czy też powinien być organizacją idącą w awangardzie socjalistycznej rewolucji. Według pierwszego poglądu dzięki wyłączeniu katolików w działalność polityczną angażowaliby się wyłącznie marksiści. Andrzej Zabłudowski argumentował w tekście opublikowanym w maju, że marksiści i niemarksiści powinni stworzyć wspólną platformę postępu, której celem byłaby budowa socjalizmu. Takie podejście stało w sprzeczności z modelem samodzielnej organizacji rewolucyjnej, o jakiej pisano wcześniej w „Po Prostu”. Kryterium przyjęcia miało być zaangażowanie w „życie rewolucjonisty”. Jednocześnie obydwa pisma prowadziły dyskusję o roli partii w procesie oczyszczania, na który miano nadzieję po XX Zjeździe partii w Związku Radzieckim. Na początku kwietnia debaty tego typu nabrały niepowstrzymanego rozpędu. Wachlarz tematów był szeroki – od prób zreformowania PZPR po rolę konstytucji. Deklarowanymi celami obydwu tygodników były budowa socjalizmu i większa władza ludu. Najwyraźniej ostra krytyka błędów przeszłości dokonana przez Chruszczowa i jego potępienie biurokratycznego modelu zarządzania i podejmowania decyzji doprowadziły do szerszej dyskusji o rządzeniu. Władzę ludu zrównano z praworządnością i postępem. W sposób nieunikniony Jugosławia i reformy, jakie tam przeprowadzono, dostarczyły modelu tym, którzy wierzyli, że osiągnięcia socjalizmu i kontynuacja rewolucji socjalistycznej powinny być głównymi zadaniami sił postępu w polskim społeczeństwie. W czerwcu 1956 roku w „Nowej Kulturze” ukazał się artykuł Jerzego Hojnicza o tym, czy reformy jugosłowiańskie mogłyby zaoferować rozwiązania polskich problemów gospodarczych[9]Hojnicz, J. (1956). Problem: Jugosławia. Nowa Kultura, 27(327), vol. 7..

Reformy Edvarda Kardelja dotyczące uczestnictwa robotników w zarządzaniu i podejmowaniu decyzji wydawały się cofać debatę do przedstalinowskich modeli gospodarczych i sugerowały powrót do idei przekazania procesu decyzyjnego w ręce robotników. Jak wskazywał Hojnicz, były to modele gospodarcze i polityczne, którym hołdowali Adolf Warski i Maria Koszutska (znana jako Wera Kostrzewa), polscy przywódcy komunistyczni, którzy padli ofiarą stalinowskiej czystki działaczy Komunistycznej Partii Polski (KPP) w 1938 roku.
Latem 1956 roku debata dotycząca reform gospodarczych nabrała nowego znaczenia, kiedy w wielu dużych zakładach przemysłowych doszło do wydarzeń świadczących o tym, że klasa robotnicza osiągnęła dojrzałość polityczną, by łączyć wolność polityczną z robotniczym nadzorem nad procesem podejmowania decyzji. Edward Lipiński, Oskar Lange i inni ekonomiści dyskutowali o radach pracowniczych mających mieć decydujący głos w kwestiach dotyczących produkcji i zarządzania przedsiębiorstwami. Co ciekawe, dyskusja przybrała formę artykułów, odpowiedzi i polemik pojawiających się w trzech czasopismach: „Nowej Kulturze”, „Po Prostu” i „Nowych Drogach”. „Nowe Drogi” były teoretycznie organem Komitetu Centralnego PZPR. We wrześniu i w październiku 1956 roku wydarzenia w dużych fabrykach w Warszawie i okolicach potwierdziły znaczenie tych dyskusji. Najwyraźniej, choć intelektualiści pisali o historycznych i teoretycznych aspektach decyzji dotyczących zarządzania przez robotników, to jednak nie intelektualiści mieli wpływ na to, co działo się w przedsiębiorstwach. To robotnicy dążyli do reform i ustalali tempo zmian.„Nowa Kultura” w numerze z 7 października potępiła brak zdecydowania władz i chwaliła robotników za ich determinację we wprowadzaniu reform[10]Artykuł wstępny (1956). Program. Po Prostu, 32(394)..

Kiedy w lipcu 1956 roku VII Plenum PZPR nie spełniło oczekiwań dotyczących wielkich reform gospodarczych, tygodnik „Po Prostu” skrytykował ten fakt, a „Nowa Kultura” zamieściła zarówno pozytywną, jak i negatywną ocenę ograniczonych reform Ochaba[11]IbidemObydwa czasopisma sięgały o wiele dalej niż wąskie interesy ich czytelników. Obok artykułów o reformach politycznych i gospodarczych w „Po Prostu” pojawiały się teksty o potrzebie większej otwartości w walce z problemami społecznymi, takimi jak złe traktowanie kobiet, niechciane ciąże, ubóstwo studentów i brak możliwości zatrudnienia. Do niedawna nie wolno było dyskutować na te tematy, bo każde przyznanie istnienia tego typu problemów traktowano jak atak na osiągnięcia powojennego reżimu komunistycznego. Ograniczenie cenzury i brak jasnych wytycznych, które do tej pory określałyby, jakie tematy wolno poruszać, zachęcały do pisania artykułów na tematy wcześniej zabronione. VII Zjazd ZLP rozpoczął się 29 listopada 1956 roku. Dwa razy był przekładany. Po raz pierwszy z powodu wydarzeń październikowych, kiedy po masowej mobilizacji robotników zwołano VIII Plenum PZPR. Drugi raz – kiedy doszło do powstania węgierskiego. Zjazd rozpoczął się od odczytania listu od Komitetu Centralnego PZPR. W przeciwieństwie do poprzednich zjazdów, kiedy Ochab napominał pisarzy, by przestrzegali zasad socrealizmu, w listopadzie 1956 roku przekaz do Związku Literatów Polskich wzywał do poparcia nowych celów partii: „Zjazd Wasz odbywa się w dniach trudnej walki o umocnienie zdobyczy Dni Październikowych, zdobyczy VIII Plenum. Złożony proces przebudowy modelu gospodarczego i politycznego naszego kraju to nie tylko proces przezwyciężania wypaczeń przeszłości, lecz jednocześnie nie mniej trudny proces umacniania zasad socjalistycznej demokracji i socjalistycznej praworządności”[12]List KC PZPR na VII Walny Zjazd ZLP, 29 listopada – 2 grudnia 1956 r..

Gdy podczas trzech dni zjazdu w 1954 roku nikt nie sprzeciwiał się kierownictwu związku i pozostało ono niezmienione, zjazd w 1956 roku odbywał się w zupełnie innych okolicznościach, w atmosferze bezkarności, która ośmieliła członków związku do przeciwstawienia się kierownictwu, do tej pory nietykalnemu. Tym razem kierownictwo ZLP zostało potępione za podporządkowanie organizacji żądaniom politycznym reżimu i za wykorzystywanie władzy i zasobów do wymuszania na pisarzach określonego sposobu pisania. Związek został oskarżony o paraliżowanie kreatywności i niszczenie młodych talentów. Ani Kruczkowski, ani Putrament nie uczestniczyli w tych dyskusjach i nie próbowali bronić swoich wcześniejszych działań. Dyskusje były ożywczo szczere. Dotyczyły nie tylko sposobu, w jaki autorzy byli zmuszani do ulegania politycznej agendzie rządzącej kliki, ale też ich gotowości do wykonywania tego, o co ich poproszono, oraz chęci działania jako autorzy do wynajęcia. Dwaj pisarze, Michał Rusinek (sekretarz generalny ZLP) oraz Jan Wyka, długo przemawiali na temat przeszłości. Wyka nakreślił także główne cele na przyszłość. I tutaj znów pobrzmiewało echo przekonania, uprzednio wyrażanego przez „Nową Kulturę” i „Po Prostu”, że odnowa nie jest tylko czasem, w którym pisarze mogą jeszcze raz bronić swoich interesów, zapewnić sobie odpowiednie wynagrodzenie czy wzywać do likwidacji cenzury i żądać zniesienia restrykcji w dostępie do pewnych książek w bibliotece. Jest to także czas, w którym intelektualiści mogą przemawiać w imieniu narodu. Wyka uchwycił ten nastrój najlepiej, kiedy wezwał pisarzy do poparcia nowego sekretarza partii Władysława Gomułki i jego reform. „Nigdy polscy literaci nie byli tak blisko przedmieść, tak blisko robotniczych dzielnic, tak blisko chłopskich wiosek, jak podczas ostatnich miesięcy. Nie ma na tej sali zapewne choćby jednej osoby, która by wątpiła, że suwerenna władza nie należy tylko do rządu, ale też do narodu, do zwykłych ludzi. Dlatego obiecujemy wszystkim żyjącym pomiędzy Bugiem a Odrą, że zwrócimy władzę narodowi”[13]Wystąpienie Jana Wyki na VII Zjeździe ZLP w Warszawie, 29 listopada – 2 grudnia 1956 r.. Wnioski ze zjazdu ZLP były zbieżne z tym, co pojawiało się często w „Nowej Kulturze”, tj. wezwania do bliższych związków z pisarzami za granicą, poszerzenia dialogu z ludźmi o różnych przekonaniach politycznych, zakończenie cenzury oraz zagłuszania zagranicznych stacji radiowych. Przyjęto też rezolucję, w której Związek Literatów Polskich udziela poparcia Gomułce i jego reformie życia politycznego w Polsce. Zjazd zakończył się wezwaniem, by rząd zapewnił azyl wszystkim pisarzom węgierskim, którzy przyjechali do Polski po dramatycznych wydarzeniach w Budapeszcie w 1956 roku.

***

Jednak już w następnych miesiącach i latach intelektualiści oraz pisarze uznali, że zaangażowanie Gomułki w reformy 1956 roku jest minimalne, a jego zamiar wzmocnienia klasy robotniczej wątpliwy. Te przeczucia były widoczne już w tekście opublikowanym w numerze „Po Prostu” z 23–30 grudnia 1956 roku. Tematem artykułu Siły polskiej rewolucji Edmunda Gonczarskiego była rola, jaką odgrywali intelektualiści w powojennej Polsce[14]Gonczarski, E. (1956). Siły polskiej rewolucji. Po Prostu, 52–53, 414–15.. Autor ostrzega w nim, że przykład Jugosławii nie jest dobrym wzorem, bo polska doświadczyła stalinizmu, podczas gdy Jugosławia nie została dotknięta stalinowską polityką. Poszukiwanie polskiej drogi do socjalizmu powinno być inne. Niemniej analizując związki, jakie powstały między intelektualistami i robotnikami podczas niespokojnych miesięcy 1956 roku, autor wydaje się sugerować, że współpraca w tym gorącym okresie może okazać się bardzo krótka. Gonczarski wskazuje, że robotnicy mają własną interpretację tego, co się wydarzyło, i tego, co należy zrobić, podczas gdy intelektualiści mają własny punkt widzenia. Oba te spojrzenia łączyły się w wezwaniach pisarzy do zakończenia państwowego monopolu na prawdę i przyjęcia punktu widzenia uwzględniającego wszystkie strony historii. Rolę inteligencji definiuje jako uświadamianie robotników i uważa, że intelektualiści przejęli ją w 1956 roku od urzędników państwowych, robiąc tu aluzję do słabego wykształcenia państwowych kierowników i biurokratów, których braki ostro kontrastowały z umiejętnościami i wrażliwością intelektualistów. Poruszając kwestie społeczne, gospodarcze i polityczne, „Po Prostu” i „Nowa Kultura” potwierdziły potrzebę sojuszu robotników i inteligencji. Gonczarski pisze, że w poszukiwaniu politycznej wolności inteligencja zdała sobie sprawę, że jeśli nie będzie wspierać ekonomicznych żądań robotników, będą oni całkowicie bezbronni. Wątpliwe jednak jest, czy uda się osiągnąć ekonomiczne i polityczne cele tych dwóch grup społecznych. Według profetycznego wręcz artykułu Gonczarskiego rewolucyjny ruch nie zdoła osiągnąć swoich głównych celów, bo poszedł na kompromis polegający na zapewnieniach ze strony nowego reżimu Gomułki, że będzie on stopniowo wprowadzał nowy, demokratyczny socjalizm. Ale przy braku rewolucyjnej transformacji, która dałaby robotnikom kontrolę nad środkami produkcji, aparat polityczny pozostanie skostniały i nie usunie się elementów, które prawdopodobnie będą próbowały blokować reformy gospodarcze i polityczne. Gonczarski uważał, że oddzielenie inteligencji od robotników wpłynie na żądania tych dwóch części społeczeństwa w różny sposób, prowadząc do pokonania jednej z nich, jeśli nie obu. Tak oto w roku 1956 kończył się krótki okres, w którym polscy pisarze stanęli na czele otwartej debaty na temat kluczowych kwestii politycznych.

Przewiń do góry