Dwa narody?

Concilium Civitas 2019/2020, Concilium Civitas, konkurs dla maturzystów, matura 2020

Dwa narody?

To mocno powiedziane: dwa narody. Znak zapytania w tytule wydaje się więc uzasadniony. Czy rzeczywiście podział polityczny biegnący dziś w poprzek polskiego społeczeństwa jest aż tak głęboki, by można było mówić o powstaniu dwóch, w dodatku wrogich sobie grup (wspólnot, plemion), których systemy wartości i wynikające z nich poczucie tożsamości stały się nieprzystawalne?
To mocno powiedziane, ale to nic nowego. Norman Davies tak zatytułował jeden z podrozdziałów w swojej krótkiej historii Polski, Heart of Europe, wydanej w połowie lat 80. ubiegłego stulecia, gdy podziemna Solidarność walczyła o przetrwanie pod presją wojskowo-partyjnego reżymu. Davies przypomina tam światu, że „pierwszą rzeczą, jaką Polacy musieli uświadomić sobie w ostatnich latach, było zrozumienie, że ich dzisiejszymi gnębicielami nie są dziwacznie wyglądający cudzoziemcy w pikielhaubach czy kołpakach, lecz Polacy taki sami jak oni” (Davies 1989: 45). Davies zwraca też uwagę, że podział ten był słabo, jeśli w ogóle, osadzony w strukturze społecznej. Obserwację tę potwierdziły wyniki odbywających się w owym czasie badań socjologicznych, w tym sondaży z serii Polacy (Polacy 80, ̔81, ̔84 itd.), przeprowadzonych przez zespół z IFiS PAN. Badacze stwierdzili wówczas, że postawy polityczne Polaków układały się wzdłuż kontinuum zdefiniowanego przez dwa syndromy – demokratyczno-liberalny (ówczesna opozycja) i autorytarno-populistyczny („władza”), jednak większość z nich lokowała się gdzieś między tymi krańcami. Zmienne opisujące położenie społeczne badanych (takie jak płeć, wiek, wykształcenie, zawód, miejsce zamieszkania) nie wiązały się w żaden statystycznie istotny sposób z poglądami politycznymi, z ulokowaniem w grupie przeciwników reżymu, jego zwolenników lub ambiwalentnego centrum.

I to też nie było nic nowego. W czasach zaborów jedni spośród szlachty konspirowali i rzucali się do walki w powstaniach, by zginąć na polu boju lub szubienicy czy skończyć na zesłaniu, podczas gdy inni wybierali polityczne, biurokratyczne czy wojskowe kariery w strukturach zaborców. Zdarzało się też, że ten sam człowiek wybierał w jednym okresie swego życia jedną, a w innym drugą drogę, jak dowodzi przykład Romualda Traugutta. Jedni chłopi donosili zaborcom na powstańców (a zdarzyło się też, że ich sami mordowali), inni zaś zgłaszali się ochotniczo do służby w powstańczych rozdziałach. W późniejszych latach Piłsudski i Dmowski, ze swymi odmiennymi wizjami polskiej państwowości i narodu, cieszyli się podobnym poparciem wśród poszczególnych segmentów społeczeństwa. Nic zatem dziwnego, że w czasach PRL-u jedni spośród inteligencji, robotników, jak i chłopów wstępowali do partii i pozostawali jej wierni aż do niesławnego końca, podczas gdy inni ryzykowali własne kariery i dobrobyt swoich rodzin (a czasami i życie), by działać w podziemiu, wytwarzać i rozprowadzać literaturę drugiego obiegu lub choćby odmówić podpisania lojalki.

Ten brak osadzenia polityki w strukturze społecznej nie zniknął z upadkiem komunizmu. W latach 90. dominował, zgrabnie nazwany przez Mirosławę Grabowską, podział postkomunistyczny. Nie był on jednak prostym odtworzeniem podziału z poprzedniej dekady, choć i tu możemy mówić nie tyle o dychotomii, ile o pewnym kontinuum. Jeden jego kraniec był mocno zdefiniowany jako syndrom Polaka katolika (wiara, nacjonalizm, antykomunizm), drugi zaś raczej przez negację tego syndromu niż przez jasno określone pozytywne wartości. Nastąpiła tu swoista zmiana znaku (plus – minus): postawy autorytarno-populistyczne, które za czasów PRL wiązały się z poparciem dla reżymu, teraz ujawniły swój związek z antykomunizmem. Miast zmiennych opisujących miejsce w strukturze społecznej to religijność okazała się najlepszym wyznacznikiem poglądów politycznych. Jak ten autor napisał wówczas: „Jeśli chcemy zgadnąć, jak ktoś głosował w ostatnich wyborach lub jak zagłosuje w następnych, powinniśmy zapytać go nie o zawód, wykształcenie czy grubość portfela, lecz o to, jak często odmawia różaniec”.

Karol Marks, jak wiadomo, stwierdził, że „byt określa świadomość”. Miał rację, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę po 1989 roku. Przemiany gospodarcze zaowocowały wykształceniem się i okrzepnięciem nowej struktury interesów społecznych, a ta odzwierciedliła się w nowej konfiguracji postaw politycznych i w nowych rozdaniach na scenie politycznej. Podział postkomunistyczny został zastąpiony nową osią polaryzacji. Znalazła ona wówczas celne określenie jako konflikt Polski liberalnej i Polski solidarnej. Tę pierwszą charakteryzowały postawy indywidualistyczne, poparcie dla gospodarki rynkowej, otwarcie na Europę i świat. Tę drugą – postawy kolektywistyczne (w narodowym, nie klasowym wydaniu), poparcie dla redystrybucji dochodu narodowego przez politykę społeczną i spora doza eurosceptycyzmu. Politycznie Polskę liberalną reprezentowała (i nadal reprezentuje) Platforma Obywatelska, Polskę solidarną – Prawo i Sprawiedliwość, dwie partie o solidarnościowym rodowodzie. Dla wytyczenia osi tego podziału istotne stały się, niemal w równym stopniu, zmienne światopoglądowe (religijność) i zmienne strukturalne. Co ciekawe, te pierwsze są lepszym predyktorem poparcia dla PiS, a te drugie (wykształcenie, dochód) dla PO.

Wydawało się zatem, że podziały polityczne w Polsce zaczęły przybierać formę zbliżoną do tych w większości krajów postindustrialnych: z jednej strony postawy liberalne, związane z wielkomiejską klasą średnią, z drugiej postawy populistyczne, związane z grupami o niższym statusie materialnym i społecznym. Specyfiką polską pozostawało poparcie tych ostatnich nie dla partii klasycznej (a więc sekularnej) lewicy, lecz dla światopoglądowo prawicowego PiS. To naturalne, rzec można, kontinuum pękło gdzieś w środku i na polskiej scenie politycznej spolaryzowany pluralizm zastąpiła dychotomia. Stało się to mniej więcej w tym samym czasie, gdy w wielu innych krajach Europy (Hiszpania, Włochy, Francja) nastąpiły wstrząsy, które kompletnie zmieniły strukturę ich systemów politycznych. Była to jednak koincydencja. Tam był to przede wszystkim efekt Wielkiej Recesji; w Polsce, zielonej wyspie gospodarki europejskiej, była to tragedia smoleńska.

Pokłosie wypadku pod Smoleńskiem podzieliło polskich polityków i zarówno spolaryzowało, jak i zdychotomizowało (to jest praktycznie zlikwidowało umiarkowane centrum) polską debatę publiczną. To ostatnie zjawisko nie jest fenomenem czysto polskim. W dobie dwudziestoczterogodzinnego cyklu wiadomości i nieograniczonego dostępu do mediów społecznościowych (tak dla twórców, jak odbiorców umieszczanych tam treści), działa informacyjny odpowiednik prawa Kopernika-Greshama: informacja jakościowo zła wypiera tę dobrą, sensacja – wyważone sądy, a w końcu fałsz – prawdę. Ten proces przebiega tym łatwiej, im głębsze są podziały systemów wartości w danym społeczeństwie. Pippa Norris i Ronald Ingelhart w swojej najnowszej książce dowodzą, że podziały w sferze wartości (opór zwolenników tradycyjnych wartości wobec kosmopolitycznego liberalizmu) odegrały w nagłym wzroście poparcia dla ruchów populistyczno-autorytarnych rolę większą niż problemy gospodarcze.

Jakie zatem są szanse na przełamanie tej dychotomii? Badania społeczne (a obecny polski podział polityczny ma bogatą, ilościowo i jakościowo, literaturę) wskazują na mocne osadzenie podziału politycznego w systemach wartości. Tomasz Zarycki, Rafał Smoczyński i Tomasz Warczok (2017) wskazują, że w Polsce, z pokolenia na pokolenie, reprodukują się nie tyle same wzory kultury (w tym patriotyzm czy religijność), ile dominacja kapitału kulturowego nad kapitałem ekonomicznym. Stąd trudność wytworzenia siatki interesów i systemów wartości typowych dla społeczeństw postburżuazyjnych, w których dialog i kompromis są najbardziej pożądaną formą rozwiązywania konfliktów.

Z kolei Piotr Radkiewicz (2017) widzi trudność przełamania dychotomii w fundamentalnych różnicach systemów wartości elektoratów PiS i PO na najgłębszym, psychologicznym poziomie. W tym pierwszym dominują postawy określone jako konserwatywny komunitarianizm, w tym drugim przeważa postępowy indywidualizm. Ich emanacją są dwie wizje polskiej demokracji, komunitarna i liberalna. Jeśli, jak dowodzi na podstawie badań Polskiego Generalnego Studium Wyborczego Ben Stanley (2019), postawy te przekładają się na zgodność struktury popytu (oczekiwania wyborców) i podaży (oferta programowa partii politycznych) na arenie wyborczej (populistyczny PiS i liberalna PO), szanse na zasypanie głębokiego podziału wydają się znikome.

Także autorzy niedawno wydanej książki Doktryna Polaków (Zbigniew Rau, Katarzyna M. Staszyńska, Maciej Chmieliński, Krzysztof Zagórski) zgadzają się, że wśród Polaków dominują dwie wizje ładu społecznego, które nazywają arystotelesowską (komunitarianizm) i hobbesowską (liberalizm). Zwracają oni jednak uwagę, że w potencjalnie ważnych politycznie sprawach, takich jak własność, władza czy państwo, poglądy Polaków są eklektyczne, brakuje w nich jednoznacznie zarysowanych podziałów. A zatem – nadzieja na przyszłość?

Pojęcia Polski solidarnej i Polski liberalnej praktycznie zniknęły z publicznego dyskursu. Warto jednak do nich powrócić, gdyż podział, który one opisują, odtwarza się w wynikach kolejnych wyborów prezydenckich, parlamentarnych, lokalnych i europejskich. Nie powinniśmy zapominać, że określenia te są tylko efektownymi skrótami myślowymi i nie mogą zastąpić głębokiej diagnozy społecznej. Są to jednak określenia trafne w tym sensie, że oddają istotę tego podziału, a przede wszystkim wskazują na jego organiczny charakter, to jest jego osadzenie w strukturze społecznej i związek z odmiennymi systemami wartości współistniejącymi w dzisiejszej Polsce. Nie jest przypadkiem, że preferencje wyborcze Polaków dzielą Polskę również geograficznie – na „liberalne” Pomorze, Warmię i Mazury, Wielkopolskę i Śląsk oraz na „solidarne” Mazowsze, Podlasie i Małopolskę, a także na „liberalne” ośrodki wielkomiejskie i „solidarną” wieś. Te geograficzne podziały są nie tylko, a może nawet nie tyle, powieleniem granic dawnych zaborów i przedwojennej granicy z Niemcami, ile refleksją wzorów migracji ludności: zasiedlenia ziem zachodnich po drugiej wojnie światowej oraz ciągłego przepływu ze wsi do miast. W podlaskich i podkarpackich wsiach, gdzie niewielkie gospodarstwa rolne z trudem mogą wyżywić żyjącą na nich rodzinę, ale która to rodzina może za to groby wielu pokoleń swoich przodków znaleźć na miejscowym cmentarzu, panuje zrozumiałe przywiązanie do tradycji. Symbolami tej tradycji są i ten cmentarz, i stojący na jego skraju kościół, i ksiądz, który co niedziela wygłasza w tym kościele kazanie. Międzyludzkie więzi w takiej społeczności lokalnej charakteryzuje durkheimowska solidarność mechaniczna – czujemy bliskość z ludźmi, którzy są tacy sami jak my.

Na wsi wielkopolskiej, już w XIX wieku włączonej w obieg gospodarki rynkowej, ta mechaniczna solidarność lata temu ustąpiła miejsca solidarności organicznej, zbudowanej na uznaniu faktu, że chłop-farmer, by wyżywić innych, potrzebuje od tych innych pomocy – wymiany dóbr i usług z miejscowym mechanikiem, handlowcem, urzędnikiem, nauczycielem. W takiej społeczności religia i jej symbole tracą charakter jedynych mechanizmów zapewniających jednostkom poczucie bezpieczeństwa i z czasem stają się sprawą prywatną.

Ziemie znane kiedyś jako Odzyskane zaludnione zostały przez Polaków z innych regionów, z niewielkim dodatkiem ludności autochtonicznej. Osadnicy ci, choć w znakomitej większości byli jednego wyznania, przywieźli ze sobą zróżnicowane tradycje, odmienne interpretacje symboli i różne rytuały. Ta różnorodność sprzyjała wytworzeniu – odwołajmy się raz jeszcze do Durkheima – sytuacji anomii, która z kolei uczyniła ludzi pozbawionych ochronnego pancerza tradycji podatnymi na ideowe nowinki, od komunizmu po liberalizm (nie zapominajmy, że w historycznych wyborach 1989 roku Solidarność wypadła na Ziemiach Zachodnich, poza Wrocławiem i Gdańskiem, znacznie słabiej niż w reszcie kraju).

Podobne skutki przyniosły powojenne i pokomunistyczne migracje do wielkich miast i ośrodków przemysłowych na terenie całego kraju. W efekcie „liberalni” warszawiacy głosują na kandydatów PO, a „solidarni” mieszkańcy wsi mazowieckich na kandydatów PiS; to samo dotyczy „liberalnych” krakowiaków i „solidarnych” górali z ziemi sądeckiej czy limanowskiej. Nawet wśród mieszkańców Kielc (nazwanych ongiś przez Żeromskiego Klerykowem) zwyciężają zazwyczaj „liberalni,” podczas gdy we wsiach i miasteczkach Kielecczyzny „solidarni”.

Jednak podziały przestrzenne, tak o charakterze regionalnym, jak w wymiarze miasto–wieś, nie mówią tu całej prawdy. Nie ma bowiem województwa, powiatu czy gminy, w której jeden kandydat czy jedna partia zebrałby wszystkie głosy. Polska liberalna i Polska solidarna współistnieją ze sobą w każdej społeczności. Podziały, które wydają nam się ostre, gdy oglądamy w mediach gorące spory parlamentarzystów lub walki uliczne „faszystów” z „anarchistami,” albo gdy czytamy o kolejnych aferach podsłuchowych, bledną, gdy wracamy do naszych codziennych zajęć. Nie interesuje nas wtedy, czy i jak nasz mechanik głosował w ostatnich wyborach, ale czy potrafi naprawić nasz samochód (i ile nas to będzie kosztowało).

Pamiętajmy też, że podział na Polskę liberalną i solidarną może przebiegać wskroś naszej duszy (o czym też pisał już w latach 80. Davies). Zdecydowana większość z nas pragnie dobrobytu i wolności, pochodnych procesu modernizacji zawartego w wizji Polski liberalnej. I równie znaczna większość znajduje poczucie komfortu i bezpieczeństwa w świecie tradycyjnych wartości, które są osnową wizji Polski solidarnej. Wyważenie obu tych racji to podstawa decyzji, jakie podejmujemy nad urną wyborczą.

Niezależnie od tego, jakie mogą być nasze nadzieje na przyszłość, dziś podział trwa. Stały pozostaje też jego związek z formami religijności Polaków. Trzy dekady po upadku komunizmu Polska stoi przed dylematem, który dwaj autorzy w książce o religijności amerykańskiego Południa opisali w ten sposób: Can religion be a principal source of social integration in a modern, even post-modern, society characterized by multiculturalism and religious pluralism? Today, this question is no less relevant for the South than for the nation (White and White 1995: 9) [Czy religia może być głównym źródłem integracji społecznej w nowoczesnym, a nawet postnowoczesnym społeczeństwie, które charakteryzuje wielokulturowość i pluralizm religijny? Dziś pytanie to jest nie mniej istotne dla Południa niż dla narodu]. Wystarczy zamienić słowo Południe (South) na Polska, a naród (nation) na Europa.

Krzysztof Jasiewicz

Krzysztof Jasiewicz – socjolog i politolog, obecnie zatrudniony jako William P. Ames, Jr. ’41 Professor in Sociology and Anthropology na Washington and Lee University w Lexington, Virginia (USA). Od 2014 roku jest redaktorem naczelnym kwartalnika „East European Politics & Societies and Cultures” (EEPS). W latach 80. współautor badań z serii Polacy (Polacy ‘80, ‘81, ‘84, itd.), a także współpracownik prasy drugiego obiegu („Krytyka”) i emigracyjnej („Aneks”). W roku 1990 założyciel i pierwszy kierownik Pracowni Badań Wyborczych w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Stypendysta Oxfordu, Harvardu i National Endowment for Democracy w Waszyngtonie. Od 1991 r. na stałe w USA. Główny przedmiot jego badań to zachowania wyborcze w Polsce; publikuje też prace na temat systemu partyjnego, postaw politycznych i procesu demokratyzacji w Polsce i innych krajach postkomunistycznych. Jego artykuły ukazały się między innymi w „Journal of Democracy”, „European Journal of Political Research”, „Communist and Post-Communist Studies”, „Problems of Post-Communism”, EEPS, oraz licznych wydawnictwach zbiorowych.

Od autora:

W eseju tym wykorzystałem analizy przedstawione uprzednio w następujących publikacjach mojego autorstwa:

Jasiewicz K., W cieniu tragedii: wybory prezydenckie 2010, w: I. Słodkowska i M. Dołbakowska, Wybory prezydenckie 2010: Programy kandydatów, Warszawa: ISP PAN, 2012, s. 5–27.
Jasiewicz K., Portfel czy różaniec? Wzory zachowań wyborczych Polaków w latach 1995–2001, w: W. Materski i R. Żelichowski (red.), Polska transformacja. Spojrzenie po dwudziestu latach, Warszawa: ISP PAN, 2010, s. 307–343.
Jasiewicz K., Knocking on Europe’s Door: Public Opinion on the EU Accession Referendum in Poland, w: R. Rohrschneider i S. Whitefield (red.), Public Opinion, Party Competition and the European Union in Eastern Europe, Houndmills and New York: Palgrave, 2006, s. 121–144.
Jasiewicz K., The Past Is Never Dead’: Identity, Class, and Voting Behavior in Contemporary Poland, „East European Politics and Societies”, 2009, nr 23(4), s. 491–508.
Jasiewicz K., Kultura polityczna Polaków: między jednością a podziałem, „Aneks”, 1987, nr 48, s. 60–100.

Inne cytowane dzieła (uwaga: artykuły Radkiewicza, Stanleya i Zaryckiego et al. ukazały się w kwartalniku „East European Politics and Societies”, którego jestem współredaktorem naczelnym):

Davies N., Heart of Europe. A Short History of Poland Oxford, New York: Oxford University Press, 1989.
Durkheim E., The Division of Labor in Society, New York: The Free Press, 1984 [I wyd. 1893].
Grabowska M., Podział postkomunistyczny, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar, 2004.
Norris P., Inglehart R., Cultural Backlash and the Rise of Populism: Trump, Brexit, and the Rise of Authoritarian Populism, Cambridge: Cambridge University Press, 2018.
Polacy ‘80: Wyniki badań ankietowych, W. Adamski, I. Białecki, K. Jasiewicz, L. Kolarska, A. Mokrzyszewski, A. Rychard, J. Sikorska, Warszawa: IFiS PAN, 1982.
Polacy ‘81: Postrzeganie kryzysu i konfliktu, W. Adamski, L. Beskid, I. Białecki, K. Jasiewicz, L. Kolarska, A. Mokrzyszewski, A. Rychard, J. Sikorska, E. Skotnicka-Illasiewicz, A. Titkow, E. Wnuk-Lipiński, Warszawa: IFiS PAN, 1982 [II wyd. 1996].
Polacy ‘84: Dynamika konfliktu i konsensusu, W. Adamski, K. Jasiewicz, A. Rychard (red.), Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, 1986.
Radkiewicz P., The Axiological Clash as a Key Determinant of Expanded and Destructive Political Conflict in Poland, „East European Politics & Societies and Cultures”, 2017, nr 31(2).
Rau Z., Staszyńska K. M., Chmieliński M., Zagórski K., Doktryna Polaków. Klasyczna filozofia polityczna w dyskursie potocznym, Łódź, Warszawa: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Wydawnictwo Naukowe Scholar, 2018.
Stanley B., A New Populist Divide? Correspondences of Supply and Demand in the 2015 Polish Parliamentary Elections, „East European Politics & Societies and Cultures”, 2019, nr 33(1).
White D., White O. K. Jr, Introduction to O. K. Jr White, D. White (red.), Religion in the Contemporary South: Diversity, Community, and Identity, Athens and London: University of Georgia Press, 1995.
Zarycki T., Smoczyński R., Warczok T., The Roots of Polish Culture-Centered Politics: Toward a Non-Purely Cultural Model of Cultural Domination in Central and Eastern Europe, „East European Politics & Societies and Cultures”, 2017, nr 31(2).

Tekst publikowany na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa 3.0 (prawo przedruku z podaniem autora i źródła)

Przewiń do góry