Almanach Concilium Civitas 2020/2021 – Profesor Luiza Białasiewicz “Geopolityka seksualności: Polska, Europa i kwestia płci” –

Concilium Civitas, Almanach 2020/2021, Przyszłość, Czas po COVID

Luiza Białasiewicz “Geopolityka seksualności: Polska, Europa i kwestia płci”

Symboliczna przemoc i rosnący poziom fizycznej brutalności skierowanej przeciwko polskim aktywistom LGBT+ w lecie 2020 roku w połączeniu z zajadłymi atakami rządowych polityków na „zaimportowaną ideologię genderową”, która „psuje morale narodu”, to ważna zmiana w stronę radykalizacji takich zjawisk. Niemniej podczas gdy dzisiejsze manifestacje nietolerancji mogą przybierać bardziej ekstremalną formę i stawać się bardziej widoczne, należy pamiętać, że obsesja na punkcie ideologii gender jako czegoś narzuconego z zewnątrz, co zagraża nie tylko moralności narodu polskiego, ale i biologicznemu przetrwaniu, sięga o wiele dalej wstecz. W tym krótkim artykule chciałabym wykazać, że płeć i seksualność to „kluczowy element wyznaczania granic moralnych i politycznych” (Renkin i Kościańska 2016:159), który od prawie dwóch dekad fundamentalnie kształtuje relacje pomiędzy Polską a Unią Europejską.
Powstała obszerna literatura naukowa poświęcona geopolityzacji płci i płci kulturowej. Literatura ta skłania nas do przemyślenia geopolityki na nowo, nie tylko w kontekście siły państwa i jego podmiotów, ale też jako sceny, na której znajduje się o wiele większy zestaw aktorów, praktyk, przedmiotów i przestrzeni. Współczesna geopolityka dotyczy także sfery intymności: jest zainteresowana ciałem, osobistymi decyzjami, wiarą religijną, rodziną, uczuciami, przyziemnymi przedmiotami i mową codzienną (Carter i Woodyer 2020:3). W kontekście dzisiejszej Polski możemy się zastanawiać, jak geopolityzacja ciała stała się kluczowym faktem, wobec którego geopolityczna tożsamość partii Prawo i Sprawiedliwość stanęła w kontrze do Unii Europejskiej.
Przykład Polski nie jest wyjątkowy: wyobrażone niebezpieczeństwa pełzającej ideologii gender były skutecznie eksploatowane także przez Viktora Orbána na Węgrzech jako narzędzie czyszczenia zagranicznych ingerencji (warto zauważyć, że pierwsze instytucjonalne ataki na finansowany przez George’a Sorosa Uniwersytet Środkowoeuropejski pojawiły się wraz z wezwaniem do cofnięcia akredytacji programowi Gender Studies w 2018 roku). Polityka wobec płci była kluczowym, a nie dodatkowym elementem przemiany węgierskiej administracji. Jak twierdzą Grzebalska i Peto (2018:164), musimy „skonceptualizować liberalizm jako głęboko genderową transformację polityczną polegającą na pewnym reżimie genderowym (…), który zmienia znaczenie praw człowieka, praw kobiet i równości w taki sposób, że stawia prawa i normatywne potrzeby rodzin wyżej niż prawa kobiet”. Trwająca od prawie dziesięciu lat wojna genderowa na Węgrzech i w Polsce musi zatem być rozumiana zarówno jako dopuszczalna przez transformację liberalną, jak i – co równie ważne – jako kluczowe symboliczne spoiwo, które sprawia, że takie zmiany są stałe.
Odwołania do polityki wobec płci i polityki genderowej nie ograniczają się oczywiście do tych dwóch narodowych kontekstów. Jak podkreśla raport opublikowany przez Fundację Europejskich Studiów Progresywnych oraz Fundację im. Friedricha Eberta (Kovats i Poim 2015), antygenderyzm w coraz większym stopniu kształtuje strategie dyskursywne oraz mobilizację natywistów i skrajnie prawicowych partii w całej Europie, działając jak bardzo silne symboliczne spoiwo łączące wachlarz postępowych kwestii pod jednym terminem i w ten sposób jednocząc różnych konserwatywnych aktorów i interesy w walce o osłabienie wartości leżących u podstaw europejskiej demokracji liberalnej. W krajach takich jak Węgry i Polska gender jako symboliczne spoiwo służy ponadto podwójnemu celowi: jako czynnik kształtujący tożsamość polityczną od wewnątrz, ale także jako przestrzeń dla ukonstytuowania się tożsamości politycznych, zwłaszcza w ustalaniu relacji z Unią Europejską; to przestrzeń zarówno instytucjonalna, jak i ideowa.

Zabezpieczanie granic europejskości


Ważne jest, by zrozumieć rozmiar, do jakiego idea seksualnej
wolności jest instrumentalizowana w dyskusjach,
które tak naprawdę nie dotyczą ani wolności, ani seksualności
– ich rzeczywista treść to tożsamość narodowa
i granice państwa (Graff 2010: 601).

By lepiej umiejscowić rzeczywistą obsesję seksualną, która stała się trzonem dzisiejszej narracji partii PiS, należy się cofnąć do późnych lat 90. ubiegłego wieku. Prawa kobiet i prawa seksualne już wtedy były kluczowym polem bitwy politycznej: uważane za wyznacznik nowoczesności i europejskości przez tych, którzy chcieli dołączyć do Unii Europejskiej, i jednocześnie atakowane przez siły nacjonalistyczne jako „narzucone” przez moralnie zbankrutowaną Unię oraz zagrażające „najbardziej fundamentalnym aspektom” świeżo zdobytej suwerenności państw postkomunistycznych (Graff 2008, O’Dwyer 2010).
Związki pomiędzy polityką genderową i seksualnością oraz odradzającymi się nacjonalizmami w regionie były intensywnie badane przez licznych naukowców (między innymi Gala i Kligmana 2000, Kulpę i Mizielińską 2011). Niemniej, co jest istotne dla niniejszych rozważań, to nie kluczowa rola polityki genderowej i polityki wobec płci w (ponownym) zapewnianiu narodowej suwerenności państw postkomunistycznych: jest to także sposób, w który polityka wobec płci od samego początku silnie naznaczała relacje tych państw z instytucjonalną Europą.
Związek pomiędzy przeszłością, teraźniejszością i przyszłością zawsze był istotny w określaniu europejskiej tożsamości: czym była Europa, gdzie się zaczynała i kończyła. Domniemane czasowe podziały od dawna służyły jako zastępniki rozróżnień przestrzennych i geopolitycznych. Od końca XVIII wieku podział Europy na Wschód i Zachód zakładał nie tylko konkretną geografię, ale też szczególny podział czasowy. Jak twierdzi Maria Todorova w książce Bałkany wyobrażone (1997), Wschód był utożsamiany z przemysłowym zacofaniem, brakiem rozwiniętych stosunków społecznych i instytucji typowych dla rozwiniętego, kapitalistycznego Zachodu, irracjonalnymi i przesądnymi kulturami nienaznaczonymi zachodnim oświeceniem.
To jej zdaniem wprowadziło nowy wektor w relacjach pomiędzy Wschodem i Zachodem: czas, gdzie ruch od przeszłości do przyszłości nie był po prostu ruchem, ale ewolucją od tego, co proste, do tego, co złożone, od zacofania do rozwoju, od prymitywizmu do kultury. Choć tak otwarcie kolonialne metafory (w większości) zniknęły, zwyczaj definiowania Europy i Europejczyków w konkretnym czasoprzestrzennym kontekście wydaje się znowu przebijać podczas zmian geopolitycznych. Zmiany zachodzące na początku lat 90. minionego wieku były w istocie wpisane w szczególne rozumienie państw Europy Wschodniej i Środkowej jako w pewien sposób „opóźnionych”, „jeszcze nie europejskich” i w istocie jako takich, które muszą się „nauczyć” europejskich zwyczajów i zachowań: społecznych, politycznych,
ekonomicznych, a także seksualnych. W wyobrażonych geografiach stanowiących ramy „powrotu do Europy” państw postkomunistycznych katalog braków zawierał nie tylko niedociągnięcia polityczne i gospodarcze, ale też zacofanie seksualne i cywilizacyjne, ich homofobiczne i tradycjonalistyczne podejście do płci, będące wyznacznikami zakorzenionych różnic pomiędzy Wschodem i tolerancją seksualną Europy Zachodniej. A zatem idee seksualnego zacofania służyły do umieszczenia społeczeństw Europy Wschodniej i Środkowej poza sercem europejskiej cywilizacji, jak i w czasie jeszcze nienowoczesnym.
W ten sposób normy seksualne i genderowe odegrały kluczową rolę w zabezpieczaniu wewnętrznych biopolitycznych granic „nowoczesnej europejskości”, jak argumentują Renkin i Kościańska (2016:161), odnosząc się do bezpośredniego geopolitycznego wymiaru procesu rozszerzania Unii Europejskiej na początku lat dwutysięcznych. Polska stała się polem najbardziej zaciętej walki w tej bio-/geopolitycznej wojnie, zwłaszcza w okresie rządów PiS od 2005 do 2007 roku, czyli w okresie, który zapewnił Polsce opinię najbardziej homofobicznego i seksualnie zacofanego kraju w Europie. Jak twierdzi Graff (2010:584), podczas negocjacji akcesyjnych w 2004 roku, kiedy Polska wstępowała do Unii Europejskiej, kwestia seksualności stała się wyznacznikiem granic, punktem odniesienia dla politycznego samookreślenia i dumy narodowej. Podczas starań o wejście do Unii Europejskiej w debacie politycznej w Polsce często pojawiała się kwestia płci: był to nostalgiczny, pełen niepokoju (…) dyskurs, który łączył kulturę narodową z tradycyjnymi rolami płciowymi, zaś europeizacja łączona była z kryzysem męskości, a także z rozwiązłością seksualną i perwersją” (Graff 2008). Prawo do zachowania naszej kultury (włączając w to kulturę pewnych podejść seksualnych) stało się okrzykiem wojennym PiS i innych grup nacjonalistycznych i katolickich, zwłaszcza po przegłosowaniu przez Parlament Europejski trzech oddzielnych rezolucji, w 2006 i 2007 roku, surowo upominających nowe państwa członkowskie (w najbardziej widoczny sposób Polskę) za nieprzestrzeganie przez nie „wszystkich praw człowieka”, a zwłaszcza za brak „stanowczego potępienia homofobii” (Graff 2010:588–9). Prawo do zachowania pewnych podejść do seksualności stało się kwestią zapewnienia Polsce suwerenności, odmową do bycia „edukowanymi” przez Parlament Europejski. Jak napisała Konferencja Episkopatu Polski w oficjalnym komunikacie: „nie można zaakceptować sytuacji, w której drogą biurokratyczną będzie się narzucać przekonania moralne” (KAI 2006).
Geopolityczne ujęcie w ramy tej kwestii, traktowanej nie jak sprawa indywidualnych praw człowieka, ale suwerenności narodowej i – bardziej szczegółowo – suwerennych praw państwa polskiego w ramach Unii Europejskiej, okazało się wysoce nieskuteczne w kategoriach politycznych. Nie tylko pozwoliło na stworzenie sojuszu pomiędzy nacjonalizmem i fundamentalizmem religijnym, ale też pozwoliło na mobilizację szerokich rzesz różnych wyborców, odwołując się do lęków mających niewiele wspólnego z kwestiami seksualności czy płci jako takimi. Jednak Grzebalska i Peto (2018:165) uważają, że wyrażanie sprzeciwu wobec liberalnych sił europejskich w terminach antygenderowych nie byłoby tak skuteczne, gdyby nie było zakorzenione w bardzo rzeczywistych nierównościach i sprzecznościach stworzonych przez zglobalizowany, neoliberalny model. Bo kiedy model Unii Europejskiej przedstawia równość płci jako ideał i jednocześnie rozmontowuje państwo opiekuńcze, wykorzystując retorykę oszczędności do legitymizacji tych poczynań, osłabia solidarność społeczną i odrzuca wszelkie reformy strukturalne potrzebne do osiągnięcia rzeczywistej równości (2018:165). Kwestie płci w ujęciu instytucji Unii Europejskiej zbyt często sprowadzają się do napędzanej przez rynek wizji równości, która sprawia, że większość kobiet zostaje z tyłu: by zacytować Nancy Fraser (2017), dyskurs o różnorodności i wzmocnieniu, które zrównuje emancypację z powstaniem małej elity „utalentowanych” kobiet, mniejszości i gejów w korporacyjnej hierarchii, w której „zwycięzca bierze wszystko”.
Neoliberalna logika napędzająca znaczną część, jeśli nie większość, polityki Unii Europejskiej w nowych państwach członkowskich tworzy idealne środowisko dla reakcji sił konserwatywnych i nacjonalistycznych, zdolnych przedstawiać się jako grupy walczące o „godność i prawa zwykłych kobiet” – kulturowe, polityczne i ekonomiczne.
Wezwania do przeciwstawiania się „ideologii gender” ze strony zarówno przywódców religijnych, jak i polityków PiS wyrażane były od początku tego wieku, z dziś dobrze nam znanej populistycznej perspektywy „prawdziwego narodu”, będącego w opozycji do „zepsutych elit”, ale także z perspektywy antykolonialnej, gdzie Unię
Europejską i jej instytucje przedstawia się jako potężnych „innych”, gotowych narzucić nową totalitarną ideologię, ideologię gorszą niż komunizm i nazizm razem wzięte, jak ujął to biskup Tadeusz Pieronek, grzmiąc, w 2013 roku (Sierakowski 2014). Genderyzm może zatem zostać przedstawiony jako nowy projekt inżynierii społecznej na wielką skalę promowany przez inny projekt totalitarny: neoliberalną UE.


Znikający naród

Istnieje inny zestaw transformacji, który umożliwił sukces teorii o genderyzmie jako symbolicznym spoiwie polityki liberalnej w Polsce i innych krajach regionu. To kwestia demografii lub bardziej precyzyjnie – tego, jak demografia jest wyobrażana geopolitycznie i jakie nadaje się jej znaczenie. Jak zauważył żartem „The Economist” w artykule wstępnym o „nowym pronatalizmie” w środkowej, wschodniej i południowo-wschodniej Europie, „statystyki produkcji dzieci stały się nowymi statystykami produkcji traktorów” (2020).
Rola demografii zawsze była istotna w wyobraźni politycznej państw autorytarnych, co widać w polityce pronatalistycznej reżimów totalitarnych, takich jak w nazistowskich Niemczech czy w Związku Radzieckim, ale także w faszystowskich Włoszech czy Hiszpanii pod rządami generała Franco. W polityce demograficznej ostatnich czasów już nie tylko rodzimy przyrost naturalny jest obsesją przywódców, ale też domniemane zagrożenie, jakie stanowią migranci dla biologicznej siły i integralności narodu. W ciągu ostatnich 15 lat tego typu idee nie tylko stały się prerogatywą skrajnie prawicowego marginesu, ale też weszły do dyskursu politycznego w całej Europie (Białasiewicz 2016).
Podczas gdy w krajach takich jak Francja i Włochy dyskurs skrajnej prawicy (a teraz już także centrum) koncentruje się wokół zagrożenia ze strony bardzo płodnej populacji imigrantów, która ma zatopić i wyprzeć rdzennych mieszkańców, na wyludniającym się wschodzie i południowym wschodzie Europy strach związany ze znikaniem narodu skupia się bardziej na kurczącej się populacji niż na masowym napływie imigrantów. Te obawy są istotne i należy je traktować poważnie, by zrozumieć, dlaczego antygenderowa narracja nieliberalnych reżimów jest aktualna, jak Ivan Krastev przypomina nam w swojej książce After Europe (2017).
Przed wyborami europejskimi w maju 2019 roku Europejska Rada Spraw Zagranicznych zamówiła badanie opinii (przeprowadzone przez YouGov) pod wiele mówiącym tytułem Czego naprawdę chcą Europejczycy (ECFR 2019). Jedną z nieoczekiwanych rzeczy, jakie ujawniło badanie, był stosunek Europejczyków do migracji, a w szczególności to, co respondenci rozumieli jako „zaniepokojenie związane z migracją”. Podczas gdy w przeważającej części Europy Północnej i Zachodniej migracja była prawie jednolicie rozumiana jako napływ ludzi z zewnątrz, na południu Europy, na wschodzie i południowym wschodzie respondenci byli dużo bardziej zaniepokojeni wyjazdami własnych obywateli. Zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech prawie połowa respondentów mówiła, że poparłaby prawo zakazujące obywatelom opuszczania kraju na długi czas.
Zatem obawa przed znikaniem narodu (lub jak w przypadku wspomnianego wyżej badania – znikaniem najbardziej produktywnych segmentów jego populacji) jest bardzo realna. Węgry – być może najlepszy/najgorszy przykład paniki demograficznej wprowadzonej do polityki państwa – straciły prawie milion obywateli wskutek emigracji od chwili wstąpienia do Unii Europejskiej w 2004 roku (przy populacji liczącej niecałe 10 milionów). Rząd Orbána próbował temu zaradzić za pomocą pronatalistycznej polityki (wraz z zachęcaniem osób o pochodzeniu węgierskim mieszkających za granicą do przyjmowania węgierskich paszportów), ale z niewielkim sukcesem. Polska straciła ponad dwa miliony obywateli od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej i PiS, podobnie jak rząd Węgier, uczynił z „ratowania” polskiej demografii kluczowy element swojej platformy wyborczej, ale też bez większych sukcesów. Wprowadzony przez rząd PiS w 2016 roku program 500+ poniósł całkowitą klęskę, jeśli chodzi o wzrost urodzin: w 2019 roku Polska zanotowała rekordową różnicę pomiędzy liczbą żywych urodzin i liczbą zgonów (ponad 30 tysięcy, największa różnica od czasu II wojny światowej).
Takie fakty demograficzne nie powstrzymały jednak ani węgierskiego Fideszu, ani PiS w Polsce przed kontynuowaniem pronatalistycznej polityki i w istocie przed szerszym familiaryzmem, który traktowany jest jako element składowy projektu budowania nieliberalnego narodu. Taki familiaryzm czerpie bezpośrednio z demograficznej wyobraźni reżimów totalitarnych, widząc tradycyjną, heteroseksualną rodzinę jako fundament narodu, w oczywisty sposób podporządkowując
indywidualne prawa reprodukcyjne potrzebie reprodukcji narodu. Zagrożenie ideologią gender jest zatem nie tylko zagrożeniem polityczno-ekonomicznym dla suwerenności narodu i narodowych norm kulturowych, co opisano powyżej, ale też jest zagrożeniem, które powoduje fizyczne znikanie państwa.
Warto zauważyć, że choć program 500+ nie podniósł współczynnika urodzin (i z całą pewnością nie przyczynił się do równości płci), to jednak można uznać, że posłużył interesom kobiet związanym z wychowaniem dzieci i zajmowaniem się domem, jak zauważają Grzebalska i Zacharenko (2018). To, czego dokonują demograficzne interwencje PiS, nie staje się tematem dyskursu dotyczącego praw społecznych i ekonomicznych kobiet, ale w istocie buduje coś, co naukowcy nazwali „równoległym społeczeństwem obywatelskim”, które wspiera rzeczywiste potrzeby kobiet. Tutaj znowu łatwo wyśledzić geopolityczne rozróżnienie pomiędzy takimi „krajowymi” inicjatywami, zmierzającymi do zaspokojenia „rzeczywistych potrzeb zwykłych ludzi”, a organizacjami i instytucjami Unii Europejskiej (lub innymi zagranicznymi), których celem jest szerzenie „ideologii gender”, nie tylko obcej, ale w dodatku antynarodowej.

Odpieranie retoryki antygender?

Jak można skutecznie zwalczać takie pojęcia „narodowego (braku) bezpieczeństwa”? I jaką rolę może tu odegrać Unia Europejska? Wobec dzisiejszej geopolityzacji, jak na początku tego wieku, Unia Europejska jest łatwym czarnym charakterem w wyobraźni PiS. W tej geopolitycznej wyobraźni Europa nie tylko wyciąga z kraju miliony produktywnych młodych Polaków, ale w dodatku za pomocą polityki próbuje szerzyć ideologię gender, która zagraża tradycyjnej rodzinie z dziećmi, a tym samym fizycznie osłabia naród od środka.
Działania instytucji Unii Europejskiej mające na celu walkę z antygenderyzmem i homofobią przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego. Jak pisze Agnieszka Graff, szeroko omawiane rezolucje Parlamentu Europejskiego z lat 2006 i 2007 potępiające homofobię w Polsce sprowokowały wzrost publicznie wyrażanej homofobii oraz nastroje antyeuropejskie (pomimo ich dobrych intencji, jak zauważa Graff). Język rezolucji niepokojąco świadczył o przekonaniu o własnych racjach, był przepełniony patosem i kiepsko zamaskowanym poczuciem moralnej wyższości Unii Europejskiej nad nowymi państwami członkowskimi, które nie spełniają europejskich standardów (Graff 2010:589, Graff 2008). Wynik? Prawo do bycia „homofobem” stało się kwestią polskiej suwerenności, termin podawano zawsze w cudzysłowie, a dumni „patrioci” uznali go za element swojej tożsamości (Graff 2010:589).
W jaki zatem sposób Unia Europejska mogłaby dziś uniknąć takiego ujęcia i geopolityzacji kwestii płci i seksualności? 10 sierpnia 2020 roku międzypartyjny zespół Parlamentu Europejskiego zajmujący się prawami osób LGBT+ wysłał zawierający mocne sformułowania list do Ursuli von der Leyen, szefowej Komisji Europejskiej, potępiający zatrzymanie aktywistów broniących praw LGBT+ w Warszawie. W odróżnieniu od poprzednich przekazów Unii Europejskiej ten szeroko rozpowszechniany list nie tylko potępił brutalne i nieusprawiedliwione działania policji, ale też wskazał bezpośrednio na to, jak „rząd Prawa i Sprawiedliwości przyczynił się do wzrostu homofobii w Polsce, tolerując, a nawet pochwalając takie zachowania, a prezydent Duda nazwał osoby LGBT+ ideologią”. Co więcej, sygnatariusze listu (w tym europoseł Robert Biedroń) zaproponowali szereg konkretnych środków. Pisząc o niedawnej decyzji Komisji w sprawie zablokowania funduszy dla tych polskich miast, które ogłosiły się strefami wolnymi od LGBT+, europosłowie wezwali przewodniczącą von der Leyen do zajęcia zdecydowanego
stanowiska przeciwko szerzeniu narracji anty-LGBT+ przez przedstawicieli polskiego rządu poprzez działania, które są nie tylko symboliczne, ale i finansowe. Propozycja, by połączyć wieloletnie ramy finansowe z praworządnością, pozwala Komisji pójść dalej, niż tylko potępić pogwałcenie podstawowych praw człowieka
werbalnie (co robiła do tej pory). Nie jest to bowiem kwestia potwierdzania jakiejś formy „moralnej wyższości” czy „udzielania lekcji”, lecz poszanowania podstawowych praw człowieka zawartych w traktatach Unii Europejskiej, które Polska podpisała.
W tym także sensie list ten oznacza odejście od metod potępiania homofobii w Polsce w przeszłości, co pozwala uniknąć podziałów moralnych i geograficznych. Zamiast odwoływać się do zewnętrznej legislacji Unii Europejskiej lub rzekomych „wartości unijnych”, przywołuje słowa samego prezydenta Andrzeja Dudy o tym, że nasze traktaty gwarantują każdej osobie w Europie wolność bycia, kim chce, mieszkania, gdzie chce, kochania, kogo chce, i sięgania tak daleko, jak chce. Zacytowanie słów prezydenta pozwoliło sygnatariuszom posłużyć się ważnym semantycznym – a przez to także geopolitycznym – przesunięciem. List przypomniał zarówno Komisji, jak i polskim władzom, że traktaty te są w istocie „nasze”, a rolą polskiego rządu (a nie zagranicznych obserwatorów) jest zadbanie o to, by były przestrzegane. Teraz także pod groźbą rzeczywistych, a nie tylko moralnych sankcji.
Jednak jakkolwiek bardzo autorzy listu staraliby się uniknąć geopolityzacji wydarzeń, zostały one ujęte precyzyjnie w te ramy i terminy przez polski rząd. Zaledwie kilka dni po tym, jak Komisja potwierdziła, że obetnie fundusze miastom, które ogłosiły się strefami wolnymi od LGBT+, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ogłosił, że państwo polskie nie tylko zrekompensuje miastom straty, ale też zaoferuje dodatkowe fundusze. Ziobro nazwał działania Komisji „ideologiczną zemstą” i powiedział, że państwo polskie w uprawnionej reakcji potępiającej działania Komisji Europejskiej stanie w obronie władz lokalnych i obywateli (Wanat 2020). Opisując decyzję jako „nieuprawnione prześladowanie”, Ziobro bardzo zręcznie nadał wydarzeniom nowe ramy: nie chodziło już o prawa społeczności LGBT+ w Polsce (ani o prawo instytucji europejskich, by się o nie upominać), lecz (znowu) o moralno-geopolityczną walkę pomiędzy Polską a Europą.

Bibliografia

Białasiewicz, L. (2006). „The Death of the West”: Samuel Huntington,
Oriana Fallaci and a new „moral” geopolitics of births and bodies.
Geopolitics, 11, 701–24.
Carter, S., Woodyer, T. (2020). Introduction: Domesticating Geopolitics.
Geopolitics, DOI: 10.1080/14650045.2020.1762575.
Economist (2020). Europe has good and bad reasons for wanting more
babies. 23.01.202. www.economist.com/europe/2020/01/23/
europe-has-good-and-bad-reasons-for-wanting-more-babies
(dostęp: 2.09.2020).
ECFR (2019). What Europeans really want: five myths debunked. European
Council on Foreign Relations, April. www.ecfr.eu/specials/
what_europeans_really_want_five_myths_debunked (dostęp:
2.09.2020).
Fraser, N. (2017). The end of progressive neoliberalism. Dissent, January.
www.dissentmagazine.org/online_articles/progressiveneoliberalism-
reactionary-populism-nancy-fraser (dostęp:
2.09.2020).
Gal, S., Kligman, G. (2000). The Politics of Gender after Socialism. Princeton,
NJ: Princeton University Press.
Graff, A. (2008). The Land of Real Men and Real Women: Gender and EU
Accession in Three Polish Weeklies. W: Elliott, C. M. (red.). Global
Empowerment of Women: Responses to Globalization and Politicized
Religions. New York: Routledge, 191–212.
Graff, A. (2010) Looking at Pictures of Gay Men: Political Uses of Homophobia
in Contemporary Poland. Public Culture, 22(3), 583–603.

Graff, A., Korolczuk, E. (2017). Worse than Communism and Nazism put
together: War on Gender in Poland. W: Kuhar, R., Paternotte, D.
(red.). Anti-Gender Campaigns in Europe: Mobilizing Against
Equality. New York: Rowman & Littlefield, 175–94.
Grzebalska, W., Peto, A. (2018). The gendered modus operandi of the illiberal
transformation in Hungary and Poland. Women’s Studies
International Forum, 68, 164–72.
Grzebalska, W., Zacharenko, E. (2018). Country Case Study, Poland. W:
Gutsche, E. (red.). Triumph of the Women? The Female Face of
the Far and Populist Right in Europe. Berlin: Friedrich-Ebert-
Stiftung, 80–91.
KAI (2006). Biskupi skrytykowali rezolucję europarlamentu nt. homofobii
[Bishops have criticized a European Parliament resolution on homophobia].
31 stycznia.
Kovats, E., Poim, M. (2015). Gender as symbolic glue. The position and role
of conservative and far-right parties in the anti-gender mobilizations
in Europe. Budapest: Foundation for European Progressive
Studies-Friedrich-Ebert-Stiftung.
Krastev, I. (2017). After Europe. Philadelphia, PA: University of Pennsylvania
Press.
Kulpa, R. (2013). Western leveraged pedagogy of Central and Eastern Europe:
Discourses of homophobia, tolerance and nationhood. Gender,
Place and Culture: A Journal of Feminist Geography, 21(4),
431–48.
Kulpa, R., Mizielińska, J. (2011). De-centering Western Sexualities: Central
and Eastern European Perspectives. Aldershot: Ashgate.
O’Dwyer, C. (2010). From Conditionality to Persuasion? Europeanization
and the Rights of Sexual Minorities in Post-Accession Poland. Journal
of European Integration, 32, 229–47.

Renkin, H., Kościańska, A. (2016). The science of sex in a space of uncertainty:
Naturalizing and modernizing Europe’s East, past and
present. Sexualities, 19(1/2), 159–67.
Sierakowski, S. (2014). The Polish Church’s Gender Problem. New York
Times, 27.01.2014. www.nytimes.com/2014/01/27/opinion/
sierakowski-the-polish-churchs-gender-problem.html
(dostęp: 2.09.2020).
Todorova, M. (1997). Imagining the Balkans. Oxford: Oxford University
Press.
Wanat, Z. (2020). Poland offers support for anti-LGBTQ towns refused
EU funding. Politico, 18.08.2020. www.politico.eu/article/poland-
offers-support-for-

Przewiń do góry