Maszerując z kobietami: dawniej i dziś

Concilium Civitas 2019/2020, Concilium Civitas, konkurs dla maturzystów, matura 2020

Maszerując z kobietami: dawniej i dziś

Zimnego poranka 3 marca 1913 roku, zaledwie dzień przed zaprzysiężeniem nowo wybranego prezydenta Woodrowa Wilsona, blisko 8 tysięcy kobiet zjawiło się w mieście Waszyngton. Kobiety maszerowały Pennsylvania Avenue od Kapitolu do Białego Domu, spokojnie, w sposób zorganizowany i z godnością. Zorganizowały marsz – czy też, jak go nazwały – Procesję Sufrażystek, by żądać poprawki do konstytucji przyznającej kobietom prawo do głosowania. Pół miliona gapiów zgromadziło się na ulicach, głównie mężczyzn. Jedni z nich bili brawo maszerującym kobietom, inni je wyszydzali, dokuczali im lub nawet fizycznie je atakowali.
Procesja została zorganizowana przez Alice Paul z Narodowego Stowarzyszenia Sufrażystek Amerykańskich. Paul nauczyła się nowej taktyki publicznych demonstracji od sufrażystek brytyjskich, kiedy kilka lat wcześniej studiowała w London School of Economics. Do najbardziej spektakularnej części wydarzenia doszło zaraz po marszu, kiedy ponad setka kobiet w historycznych kostiumach utworzyła na schodach Departamentu Skarbu żywy obraz zatytułowany Alegoria. W Alegorii wystąpiła postać Kolumbii – żeńskiej wersji Kolumba, która była także boginią wolności i uosobieniem Ameryki. Stopniowo dołączały do niej Sprawiedliwość, Dobroczynność, Wolność, Nadzieja i Pokój. Przedstawieniu towarzyszyła orkiestra na żywo, grająca hymn narodowy Gwiaździsty sztandar.

W ostatnich latach kobiety znowu maszerowały w różnych częściach świata. Marsze stały się znaczącym sposobem oporu wobec autorytarnego populizmu i łamania praw człowieka na całym świecie. Jakie są źródła tych protestów? Co one znaczą i jaki mają wpływ na społeczeństwo i politykę?

Kusi wizja kobiecych protestów jako wydarzeń bez precedensu, związanych z ostatnim wzmocnieniem ich pozycji na rynku pracy i w świecie polityki, zwłaszcza w krajach rozwiniętych. Nagłówki takie, jak „Przyszłość należy do kobiet” pojawiają się od ponad dziesięciu lat i mówią o większej liczbie kobiet niż mężczyzn wśród absolwentów studiów wyższych, wśród zatrudnionych, oraz o rosnącej liczbie kobiet na stanowiskach dyrektorów, kobiet naukowców i przywódczyń politycznych. Ale mobilizacja kobiet do działań publicznych to nic nowego. Ostatnie wydarzenia w latach 2016 i 2017, jak Czarny Protest w Polsce, Marsz Kobiet w Waszyngtonie czy Dzień bez Kobiety – wszystkie one mają swoją historię. Choć kobiety jako grupa społeczna historycznie zajmowały podporządkowane pozycje w społeczeństwie, nie przeszkodziło im to w działaniach, które wpływały na społeczne i polityczne zmiany.

Rewolucja feministyczna

Na progu XXI wieku historyczka Estelle Freedman pisała o trwającej dwa stulecia rewolucji, która zmieniła życie kobiet. Rewolucja ta była niepodobna do innych rewolucji. „Zamiast walki zbrojnej powoli zasiewała nasiona zmian, nasycając naszą świadomość prostym przekazem, że kobiety są tak samo zdolne i wartościowe jak mężczyźni” [1]. Było co świętować w 2002 roku, kiedy Freedman opublikowała swą książkę pod wiele mówiącym tytułem Bez powrotu. Zmiany prawne w statusie kobiet, zdobycze edukacyjne i zawodowe, prawa reprodukcyjne oraz umiędzynarodowienie ruchów kobiecych stały się głęboko zakorzenioną częścią pejzażu politycznego i społecznego. Freedman zauważała gwałtowne reakcje i próby ograniczania praw, ale wierzyła w siłę ruchu kobiecego. „W przeszłości feminizm rósł i rozkwitał dzięki swej elastyczności i zdolności adaptacyjnych”, zapewniała. „Wsłuchując się w głosy wszystkich kobiet nadal będzie redefiniował swą politykę i rozszerzał swój zasięg” [2].

Feminizm był rozumiany (i nierozumiany) na różne sposoby. Termin został ukuty we Francji w 1880 roku, by nazywać obrończynie tak zwanej Kwestii Kobiecej. Z perspektywy historycznej feminizm, jak sugeruje Karen Offen, „obejmuje zarówno system idei, jak i ruch na rzecz zmian społeczno-politycznych oparty na niezgodzie na męską uprzywilejowaną, a kobiecą podporządkowaną pozycję w każdym danym społeczeństwie” [3]. Nie wszystkie kobiety, które uczestniczyły (lub uczestniczą) w życiu publicznym, w tym w demonstracjach kobiecych, identyfikują się jako feministki. Ale one także konsumowały owoce feminizmu, przyjmując różne role poza domem. Kiedy w ostatnich dziesięcioleciach feminizm stał się ruchem globalnym, coraz szerzej obejmował różnorodne interesy i tożsamości kobiet.

Nowoczesny feminizm wyrósł z dwóch głównych zjawisk: gospodarki kapitalistycznej i teorii politycznych dotyczących praw jednostki. Obydwa pojawiły się w tandemie i miały dla kobiet sprzeczne skutki. Oświecenie i rewolucja francuska zapoczątkowały nowe dysputy polityczne dotyczące praw i uczestnictwa politycznego, które zainspirowały wielu aktorów życia społecznego, w tym kobiety i niewolników, dążących do uznania za obywateli. Ale dominujące tony ówczesnej liberalnej teorii politycznej definiowały kobiety raczej w kategoriach tego, co różni je od mężczyzn, a nie w kategoriach równości. W szczególności Jan Jakub Rousseau twierdził, że reprodukcyjne funkcje kobiet sprawiają, iż są one niezdolne do racjonalnego myślenia, a więc z natury rzeczy nie mogłyby korzystać z praw politycznych. Rousseau i jego zwolennicy głosili teorię komplementarności płci, która przypisywała kobietom określone role w demokratycznych społeczeństwach – role matek i opiekunek, przywiązanych do sfery domowej. Choć Rousseau i inni wyjaśniali nieprzyznawanie kobietom praw obywatelskich w terminach medycznych i naukowych, na ich idee wpływ miała obawa przed niestabilnością społeczną. Gdyby kobiety zostały równymi mężczyznom obywatelkami – a wiele kobiet należących do elity w osiemnastowiecznej Europie właśnie tego się domagało – co by się stało z obowiązkami macierzyńskimi i domowymi, od których, jak wierzono, zależy porządek społeczny i moralny narodu?

Jak na ironię, było to „oddzielenie sfer” oparte na różnicach między płciami, które dało impuls do powstania feminizmu na Zachodzie. Te same siły, które chciały zamknąć kobietę w domu – oświecenie i rewolucja francuska – zapewniły im narzędzia, dzięki którym mogły się domagać wolności. Już w 1892 roku Mary Wollstonecraft, angielska pisarka i filozofka, napisała stanowczą krytykę idei Rousseau, którą zatytułowała Windykacja praw kobiet, wykorzystując argumenty dotyczące wolności i równości, które miały doprowadzić do tego, że kobietom zostaną przyznane prawa obywatelskie. Idee Wollstonecraft zainspirowały całe pokolenia feministek, choć w tamtym czasie nie zdobyły wielkiej popularności. W dziewiętnastowiecznych społeczeństwach europejskich ideologię „odrębnych sfer” wspierały kodeksy prawne, które odmawiały kobietom praw wyborczych, prawa własności, wyższego wykształcenia, zawodu i prawnej opieki nad dziećmi – by wymienić tylko kilka kwestii. Oczywiście, taki rozdział płci miał swoje ograniczenia w praktyce. Choć kobiety były ograniczane do swych rzekomo „naturalnych” obowiązków domowych i opieki nad dziećmi, w rzeczywistości te z niższych warstw społecznych zajmowały się zarówno domem, jak i pracą zarobkową poza nim. Rewolucji przemysłowej, która przetoczyła się w owym czasie przez kontynent, potrzebna była tania siła robocza kobiet zatrudnionych w fabrykach i pracujących za darmo w domu.

Przed I wojną światową głównym celem wielu stowarzyszeń kobiecych było uzyskanie praw wyborczych dla kobiet. Feministki wierzyły, że jeśli kobietom przyznane zostanie prawo głosowania w wyborach, zmienią one politykę, bo przypisywano im wyższe standardy moralne i pokojowe usposobienie. Kiedy kobiety w wielu państwach europejskich i w Stanach Zjednoczonych uzyskały wreszcie prawo głosowania po I wojnie światowej, wkrótce stało się jasne, że nie spowodowały wielkich zmian politycznych i nadal zajmowały podporządkowane pozycje w społeczeństwie. Ale kiedy prawa wyborcze kobiet zaczęły wreszcie zmieniać politykę przez ich większy udział w sferze publicznej – było to i dalej jest z korzyścią dla wszystkich kobiet, bez względu na przynależność klasową czy poglądy polityczne.

Obok liberalizmu inna potężna siła – socjalizm – kształtowała doświadczenia kobiet oraz ideę równości płci. W początkach XIX wieku europejscy socjaliści poszli dalej niż jakikolwiek inny ruch polityczny, nalegając na zrównanie płci wobec prawa. Niemal sto lat później, po rewolucji październikowej, nowe państwo sowieckie, które przyjęło marksistowsko-leninowską wersję socjalizmu, odgórnie wprowadziło równość płci. Związek Radziecki, a później kraje Europy Wschodniej jako pierwsze wprowadziły tę równość, jako krok ku społeczeństwu bezklasowemu. Jednakże w praktyce różnice pomiędzy płciami pozostały trwałym społecznym rozróżnieniem w państwach komunistycznych, świadcząc o niektórych najbardziej rażących sprzecznościach komunistycznego projektu. Pomimo oficjalnej polityki równości definicje męskości i kobiecości wciąż opierały się na oświeceniowym pojęciu „naturalnych” cech typowych dla danej płci, które uważano za niezależne od kontekstu politycznego i społecznego. Dążenie reżimów komunistycznych do tego, by kobiety pracowały i angażowały się w życie społeczne, współistniało z bardziej tradycyjnym podejściem do macierzyńskich i opiekuńczych umiejętności kobiet. W rezultacie nacisk na macierzyństwo pozostał silnym elementem społeczeństw wschodnioeuropejskich, co odzwierciedlały miejsca pracy segregowane według płci i oficjalna gloryfikacja macierzyńskich obowiązków kobiety jako sposobu dbania o stabilną rodzinę i nowe pokolenie socjalistycznych obywateli.

W przeciwieństwie do Europy Wschodniej kobiety w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych napotykały prawne ograniczenia w kwestii własności, rozwodów, edukacji i pracy zawodowej aż do początku lat 70. Tak zwana druga fala feminizmu, która pojawiła się w latach 60. i 70., wyrosła z niepokojów społecznych i politycznych okresu Long Sixties (1954–1973). Zajęła się kwestią praw kobiet i jeszcze ją rozszerzyła. Feministki twierdziły teraz, że prawa polityczne i inne nie wystarczą, by osiągnąć równość. Atakowały więc głęboko zakorzenione uprzedzenia kulturowe i wzorce społeczne. Wymyśliły nowy termin, „seksizm”, który obejmuje wiele mechanizmów kulturowych i strukturalnych, utrzymujących kobiety na podrzędnej pozycji. Od tej chwili feministyczna agenda zawierała walkę nie tylko o równe prawa, lecz także o zmiany kulturowe i o wiele skuteczniejsze prawo przeciwdziałające przemocy domowej, molestowaniu seksualnemu i gwałtom.

Ruch feministyczny rósł w siłę, a z nim różne jego orientacje. Podczas gdy liberalne feministki, zainspirowane przez słynną książkę Betty Friedan The Feminine Mystique, wydaną w 1963 roku, żądały zmian prawa i równego dostępu do instytucji zdominowanych przez mężczyzn, w tym rządu i armii, radykalne feministki odrzucały udział w tym, co postrzegały jako struktury z gruntu patriarchalne, i opowiadały się za radykalną transformacją całego porządku społecznego. Tak zwana trzecia fala feminizmu, która zaczęła się na początku lat 90., brała pod uwagę nie tylko różnorodność interesów kobiet, lecz także potrzebę dialogu międzykulturowego. Choć współczesny feminizm zakorzeniony jest w dużym stopniu w zachodniej tradycji, opór wobec władzy mężczyzn istniał także w innych społeczeństwach, a kobiety na całym świecie kwestionowały nierówności i hierarchię płci na bardzo wiele sposobów. Od lat 90. strategie feministek zmieniły się, uwzględniając różnice kulturowe i lokalne warunki ekonomiczne. Dla wielu zorientowanych międzynarodowo grup feministycznych jednym z głównych celów stała się na przykład walka z ubóstwem. Międzynarodowe instytucje, takie jak ONZ, okazały się pomocne we wzmacnianiu genderowej perspektywy i feminizmu jako zjawiska globalnego. W konsekwencji od lat 90. organizacje strażnicze, jak Amnesty International i Human Rights Watch, rozszerzyły definicję praw człowieka od podstawowych praw obywatelskich na takie kwestie, jak przemoc seksualna, przymusowa sterylizacja czy okaleczanie żeńskich genitaliów. Obecny ruch feministyczny podejmuje intensywną współpracę międzynarodową, biorąc pod uwagę przecinanie się kwestii identyfikacji płciowej z kwestiami rasy, pochodzenia etnicznego, klasy i orientacji seksualnej.

Co dalej?

Obecny atak na prawa kobiet, jakiego dokonują prawicowi populiści i rządy, jest reakcją przeciwko osiągnięciom rewolucji feministycznej. Co zrozumiałe, kampanie i polityka antyfeministyczna skłoniła wielu komentatorów, w tym feministki, do snucia apokaliptycznych wizji, które ostro kontrastują z ujęciem historii feminizmu przedstawionym przez Freedman prawie dwie dekady temu. Andrea Pető i Weronika Grzebalska zidentyfikowały ostatnio antyfeministyczną agendę prawicowych rządów na Węgrzech i w Polsce jako część nowego typu polityki nieliberalnej, która jest głębsza i bardziej niebezpieczna niż zwykłe „ataki” doświadczane w przeszłości: „Nieliberalizm to nie jest po prostu gwałtowna reakcja, po której można wrócić do zwykłej codzienności, ale raczej nowa forma rządów”, piszą autorki [4]. Ale stłumienie ruchu feministycznego może dojść do skutku jedynie wtedy, gdy założymy, że może istnieć wszechmocne państwo, zdolne sprawować absolutną kontrolę, nie niepokojone przez oddolne siły. Taki pogląd jest sprzeczny z doświadczeniami historycznymi. Na razie istnieje niewiele znaków, że kobiety gotowe są zrezygnować ze zdobyczy rewolucji feministycznej – jest raczej na odwrót. Kiedy wzmaga się antyfeministyczna retoryka i polityka, jak w Ameryce podczas prezydentury Trumpa, rośnie opór kobiet, a ich działalność jest coraz bardziej intensywna.

Kobiece protesty pojawiają się dziś czasami w najbardziej niespodziewanych miejscach, a ich liczebność zdumiewa organizatorki, jak było w przypadku Czarnego Protestu w Polsce w październiku 2016 roku. Kiedy polski rząd, utworzony przez Prawo i Sprawiedliwość, chciał wprowadzić niemal całkowity zakaz aborcji i ograniczyć inne prawa reprodukcyjne (jak metoda in vitro i antykoncepcja), setki tysięcy kobiet (i mężczyzn) wyszły na ulice, większość w czarnych ubraniach, by zaprotestować przeciwko planowanym zmianom w legislacji. Demonstracje zmobilizowały kobiety ze wszystkich środowisk, o różnych orientacjach politycznych, z dużych i małych miast. Podobnie jak Marszowi Kobiet na Waszyngton w styczniu 2017 roku Czarnemu Protestowi towarzyszyły liczne siostrzane marsze poza Polską. Kuszące wydaje się patrzenie na Czarny Protest jako na coś nowego, gdyż w przeważającej części katolicka Polska raczej nie uchodzi za kraj masowych wydarzeń organizowanych przez feministki. Ale bliższe spojrzenie na zapisy historyczne ujawnia, że Polska faktycznie ma długą tradycję strajków i demonstracji kobiecych, kobiety często bowiem dominowały podczas strajków robotniczych, które rozpoczęły się na początku lat 80. XIX wieku, podczas rewolucji 1905 roku, w okresie międzywojennym i w czasach komunistycznych, w tym w strajkach głodowych i marszach na początku lat 80. XX wieku. Nie były to w istocie „strajki kobiece”, ponieważ kobiety nie organizowały się podczas nich, by domagać się praw dla swojej płci, ale identyfikacja płciowa – zwłaszcza odwoływanie się do macierzyńskiej czy konsumenckiej roli kobiet – funkcjonowała jako silny przekaz o niedociągnięciach rządu w stosunku do obywateli i jako skuteczna strategia uzyskiwania ustępstw. Co było bez precedensu w Czarnym Proteście, to to, że kobiety i mężczyźni zmobilizowali się w sprawie kobiet, a prawa reprodukcyjne w dobitny sposób uznano za prawa człowieka. Dla wielu uczestników był to protest, w którym chodziło o ludzką godność i szacunek. Był to jeden z powodów, dla którego możliwe było przekroczenie linii podziałów społecznych i politycznych.

Czarny Protest w Polsce osiągnął natychmiastowy skutek. Rząd wycofał proponowane zmiany legislacyjne (przynajmniej na razie). Protest nie odwiódł jednak rządu od dalszego zaostrzania autorytarnych metod w innych obszarach. Nie wiemy, w jakim stopniu działalność kobieca pomoże demokracjom wytrzymać globalny atak populistów. A nawet jeśli pomoże, można być pewnym trudności i przeszkód zanim dojdzie do znaczącej zmiany politycznej. Ale jak Freedman przypomina swoim czytelnikom: „przyszłość kobiet zależy od tego, jak będziemy nadal redefiniować i wprowadzać feministyczne cele” [5].

Amerykanki nie zdobyły prawa głosu w 1913 roku. Nowy prezydent, zaprzysiężony następnego dnia, zwołał posiedzenie kongresu, na którym dyskutowano prawo głosu dla kobiet, ale zaproponowane zmiany prawne zostały odrzucone. W styczniu 1917 roku Alice Paul i garstka innych sufrażystek rozpoczęły osiemnastomiesięczną pikietę pod Białym Domem z transparentami, na których było pytanie: „Jak długo musimy czekać na wolność, Panie Prezydencie?” [6]. Potrzebna była większa determinacja kobiet i kataklizm I wojny światowej, by wreszcie w 1920 roku zdobyły prawa wyborcze. Procesja sufrażystek w 1913 roku przyczyniła się do tego zwycięstwa, ale co ważniejsze, sufrażystki otworzyły drogę innym do upominania się o przestrzeń w amerykańskiej stolicy (marsze na Waszyngton są teraz integralną częścią polityki), redefiniowanie obywatelstwa i wpływanie na politykę [7]. Praca i determinacja sufrażystek przynosi dziś owoce, amerykańska demokracja przechodzi bowiem próbę, gdy prezydent ostentacyjnie nie szanuje praworządności i podstawowych wartości ludzkich. Reakcją na atak na demokrację było znaczące ożywienie ruchu feministycznego, a całkiem ostatnio – bezprecedensowych sukcesów kobiet w amerykańskiej praktyce wyborczej. W wyborach w środku prezydenckiej kadencji w październiku 2018 roku rekordowa liczba kobiet została wybrana do Izby Reprezentantów i do Senatu, w tym po raz pierwszy dwie muzułmanki i dwie rdzenne Amerykanki.

Z ogólnej liczby 117 wybranych kobiet aż 100 należało do Partii Demokratycznej, wiele z nich zainspirował do wejścia do polityki Marsz Kobiet na Waszyngton w 2017 roku [8]. Wybory lokalne są jeszcze bardziej niezwykłe. Na początku kwietnia 2019 roku Chicago stało się sceną historycznego wydarzenia: w drugiej turze wyborów na burmistrza spotkały się dwie Afroamerykanki: Lori Lightfoot i Toni Preckwinkle. Wygrała Lightfoot sporą przewagą głosów. Nowa pani burmistrz jest nie tylko pierwszą czarnoskórą kobietą na tym stanowisku, lecz także otwarcie przyznaje się do swej homoseksualnej orientacji seksualnej.

W dzisiejszych protestach kobiecych są nowe elementy, odróżniające je od dawnych protestów, jak Procesja Sufrażystek czy zdominowane przez kobiety strajki robotnicze. Teraz wykorzystuje się współczesną technologię, media społecznościowe, a w marszach uczestniczą też mężczyźni i rodziny kobiet. Ale najważniejszy jest związek kobiecych protestów z prawami człowieka. Jako osoby tradycyjnie „podporządkowane” kobiety w osobistym i symbolicznym znaczeniu mają siłę protestowania przeciwko wszelkim nierównościom. Nic dziwnego, że dla wielu uczestników – bez względu na płeć – marsze kobiece organizowane są dla obrony wartości i przekonań skupionych na ludzkiej solidarności i otwartości. Jeśli oddanie tym wartościom będzie podtrzymywane, sprawi, że kobiece marsze będą skuteczne w wywoływaniu zmian politycznych.

Małgorzata Fidelis

Małgorzata Fidelis – profesor i dyrektor studiów doktoranckich na wydziale historii Uniwersytetu Illinois w Chicago. Zajmuje się najnowszą historią Polski i Europy Środkowo-Wschodniej oraz badaniami gender. Doktorat uzyskała na Uniwersytecie Stanforda w 2006 r. Jej książka “Women, Communism and Industrialization in Postwar Poland” (Cambridge University Press, 2010) (polskie wydanie: Kobiety, komunizm i industrializacja w powojennej Polsce, WaB, 2015) jest studium na temat polskich robotnic i polityki komunistycznych władz wobec kobiet. Obecnie pracuje nad książką o kulturze młodzieżowej w Polsce w perspektywie transnarodowej w okresie tzw. Światowych Lat Sześćdziesiątych. Jej najnowsze publikacje to m.in.: “Beyond the Iron Curtain: Eastern Europe and the Global Cold War” (z: Theodora Dragostinova) w: „Slavic Review” (Fall 2018); “Jugend, Moderne und die Welt. Die polnische Jugend an der Schwelle der Long Sixties” w: Nouvelle Vague Polonaise? Auf der Suche nach einem flüchtigen Phänomen der Filmgeschichte, pod redakcją Margarete Wach (polskie wydanie: Młodzież, nowoczesność i świat. Polska młodzież u progu lat 60., W poszukiwaniu polskiej Nowej Fali, red. Andrzej Gwóźdź i Margarete Wach, Universitas, 2017).

Od autorki:

Wcześniejsza wersja tego artykułu ukazała się w „Aspen Review Central Europe” w kwietniu 2017 roku. Dziękuję Aspen Review za zgodę na opublikowanie tej zaktualizowanej wersji.

Przypisy:

[1] E. Freedman, No Turning Back: The History of Women and the Future of Feminism, New York: Ballantine Books, 2002, s. 1.
[2] Ibidem, s. 346.
[3] K. Offen, European Feminisms, 1700–1950, Stanford: Stanford University Press, 2000, s. 20.
[4] A. Peto, W. Grzebalska, How Hungary and Poland Have Silenced Women and Stifled Human Rights, 14 października 2016 r., http://theconversation. com/how-hungary-and-poland-have-silenced-women-and-stifled-human-rights-66743, (dostęp 16.06.2019 r).
[5] E. Freedman, No Turning Back…, s. 12.
[6] www.womenshistory.org/education- resources/biographies/alice-paul?gclid= EAIaIQobChMIy7Ot5JWZ1gIVhGd -Ch1BFAH9EAAYASAAEgK_6vD_BwE, (dostęp 9.09.2017 r.).
[7] L. G. Barber, Marching on Washington: The Forging of an American Political Tradition, Berkeley: University of California Press, 2002.
[8] Obecnie kobiety zajmują 23,5% miejsc w Izbie Reprezentantów, a 25% w Senacie. Drew DeSliver, A Record Number of Women Will Be Serving in the New Congress, www.pewresearch. org/fact-tank/2018/12/18/record-number-women-in-congress/, (dostęp 16.06.2019 r.). Chociaż liczby te są najwyższe w historii USA, nadal są znacznie niższe niż odsetek kobiet w społeczeństwie a także w parlamentach w innych krajach, takich jak Rwanda, Meksyk, Szwecja i Finlandia.

Tekst publikowany na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa 3.0 (prawo przedruku z podaniem autora i źródła)

Przewiń do góry