Polska jako anomalia w stosunkach pomiędzy Kościołem i państwem?

Concilium Civitas 2019/2020, Concilium Civitas, konkurs dla maturzystów, matura 2020

Polska jako anomalia w stosunkach pomiędzy Kościołem i państwem?

Kościół katolicki w Polsce w dalszym ciągu jest Kościołem o największym wpływie politycznym w chrześcijańskim świecie. Osiągnął większość swych celów politycznych, między innymi skuteczny zakaz aborcji. Kościół jest więc ważnym podmiotem politycznym. Księża błogosławią mecze piłkarskie, a także wspierali przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku. 30 lat po upadku komunizmu Kościół nadal wymaga, by politycy i świeckie rządy spełniały jego żądania.
W innych krajach Kościół katolicki stracił wpływy polityczne. W Afryce i Ameryce Łacińskiej współzawodniczy z innymi, coraz bardziej popularnymi wyznaniami protestanckimi, jak zielonoświątkowcy i ewangelicy. W samej Europie poniósł ogromne straty jako autorytet moralny, na przykład w Irlandii. Jak pokazują wyniki przeprowadzonych ostatnio referendów w sprawie małżeństw jednopłciowych czy aborcji, polityczne wpływy Kościoła w Irlandii praktycznie zniknęły. W innych krajach, w których dominują katolicy, jak Filipiny, rządy otwarcie przeciwstawiają się Kościołowi i jego naukom. Ludzie Kościoła są zdecydowanie lekceważeni lub nawet karceni przez polityków i komentatorów życia społecznego za samo wyrażanie swych obaw. Kiedy w 2010 roku kanadyjski kardynał Marc Ouellet wyraził sprzeciw wobec aborcji (tę postawę Kościół katolicki prezentuje od dziesięcioleci), spotkał się ze zdecydowaną reakcją opinii publicznej, oburzonej tą niestosowną próbą wpływania na sprawy państwa.

Co zatem sprawia, że Kościół katolicki ma w Polsce tak wielką siłę polityczną? Mówiąc najprościej: jego zdolność do działań zakulisowych. Najbardziej wpływowe Kościoły nie opierają swej polityki na nacisku przy urnie wyborczej czy na politycznych koalicjach. Zamiast tego zyskują instytucjonalny dostęp, co w praktyce sprowadza się do współrządzenia ze świeckimi ugrupowaniami. Taki dostęp może oznaczać: współudział w pisaniu konstytucji i stanowieniu prawa na co dzień, bezpośredni wkład w tworzenie i wdrażanie polityki, prześwietlanie urzędników świeckiego państwa, a nawet udział w rządzeniu krajem. Kanały instytucjonalnego dostępu mogą się od siebie znacznie różnić: aktywny udział w debatach politycznych i formułowanie projektów ustaw w komisjach specjalnych, wpływanie na decyzje dotyczące obsadzania stanowisk i udział w narodowych negocjacjach podczas przemian ustrojowych. Kościoły, jak na ironię, odnoszą największe polityczne zyski, kiedy wydają się być ponad drobnymi sprawami politycznymi – a swoje wpływy wykorzystują raczej na tajnych spotkaniach i w salach na zapleczu parlamentu niż przez publiczny nacisk przy urnach wyborczych.

Zdolność Kościoła do wchodzenia na owe „ciche” korytarze władzy wynika z jego historycznej roli w obronie narodu – dzięki temu zyskuje autorytet moralny, a interes narodowy jest z nim identyfikowany. Kościoły posiadające tak wielki autorytet moralny postrzegane są jako bezstronni, godni zaufania przedstawiciele narodu, pozwala się więc im na mobilizowanie społeczeństwa w sprawach nie tylko religijnych. Zaufanie pokładane w Kościele nie równa się popytowi na jego wpływ na politykę, ale wskazuje na jego powszechną identyfikację ze wspólnym dobrem. Na przykład polscy biskupi byli mediatorami i narodowymi reprezentantami podczas rozmów przy Okrągłym Stole w 1989 roku, a ich udział w tych rozmowach był powszechnie akceptowany (a nawet pożądany) zarówno przez PZPR, jak i przez demokratyczną opozycję.

Autorytet moralny Kościołów opiera się na ich identyfikacji z narodem. W Polsce budowanie narodowej narracji o Kościele broniącym i identyfikowanym z narodem polskim, a także o fuzji katolicyzmu i polskiej tożsamości narodowej dało Kościołowi ogromny autorytet moralny. Zręcznie tworząc mit Polaka katolika, Kościół zyskał w Polsce potężną pozycję obrońcy społeczeństwa, interesu narodowego oraz kulturowego i historycznego dziedzictwa kraju.

Ta narracja jednak to pisanie historii na nowo: Polska przedwojenna była tylko w dwóch trzecich polska i katolicka, poza tym była krajem wielonarodowym i wielowyznaniowym. Wcześniej, zamiast brać w obronę prześladowane polskie społeczeństwo, przedstawiciele Kościoła często brali stronę pruskich i austriackich zaborców, a nawet nakłaniali Polaków do poddawania się przymusowej germanizacji w XX wieku. Dlatego w Polsce międzywojennej narodził się silny nurt antyklerykalny, reprezentowany między innymi przez Józefa Piłsudskiego.

Tylko etniczna i religijna homogenizacja Polski umożliwiła utożsamienie narodu z religią. W wyniku zniszczeń wojennych i powojennych migracji Polska stała się homogenicznym katolickim narodem – w którym komunizm postrzegany był jako coś obcego, narzuconego, co naruszało zarówno suwerenność, jak i zasady wiary. Kościół starannie wzmacniał te więzi przez ewangelizację, masowe wydarzenia, jak Wielka Nowenna z lat 1957–1966, pielgrzymki papieża Jana Pawła II w 1979, 1983 i 1987 roku oraz wspieranie opozycji w latach 80.

Kościół wykorzystywał autorytet moralny – zarówno w czasach komunizmu, jak i we współczesnej demokracji – by zabezpieczyć swój instytucjonalny dostęp do państwa. I podczas gdy pozostaje bardzo istotnym graczem na scenie publicznej, przedmiotem nieskończonego zainteresowania mediów i opinii publicznej, jego prawdziwe wpływy realizują się w ukryciu, za kulisami, co zapewnia mu dostęp do państwa, jego finansów i polityki.

Wpływy Kościoła to nie kwestia zapotrzebowania społecznego w Polsce, czy gdziekolwiek indziej. Społeczny sprzeciw wobec wpływu Kościoła na politykę jest dosyć powszechny: badanie przeprowadzone w wielu demokracjach wykazało, że średnio 72% respondentów jest przeciwnych wpływowi Kościoła na politykę, 78% sprzeciwia się jego wpływowi na wybory, a 72% wpływowi na rząd [1]. Dzieje się tak nawet tam, gdzie Kościół ma duży wpływ na ludzi [2]: w Irlandii, w której 93% populacji deklaruje się jako katolicy, a ponad połowa raz w miesiącu lub częściej uczestniczy w mszy świętej, ponad 79% respondentów nie chce, by Kościół miał wpływ na rząd, a 82% – by miał wpływ na głosowanie. W 2017 roku prawie trzy czwarte polskich respondentów zgodziło się, że Kościół jest „zbyt zaangażowany w politykę”, i otwarcie opowiadało się za rozdziałem religii i polityki rządu [3].

Wpływy Kościoła nie są także kwestią otwartych koalicji wyborczych, które z reguły okazały się spektakularnymi porażkami. W pierwszych w pełni wolnych wyborach w 1991 roku Kościół otwarcie agitował za popieranymi przez siebie partiami. Kler prowadził kampanię, a listy biskupów odczytywane podczas mszy zawierały żądanie, by wybrani parlamentarzyści „gwarantowali podtrzymywanie tożsamości Narodu i jego wartości chrześcijańskich” (Pismo Okólne Episkopatu 38/91). Niepodpisany załącznik do listu pasterskiego Episkopatu zawierał także listę konkretnych partii. Episkopat często odwoływał się do etyki chrześcijańskiej i nauki społecznej Kościoła jako jedynego akceptowalnego fundamentu platform partyjnych. Kampania ta spowodowała ogromne szkody dla wizerunku Kościoła: poparcie dla niego gwałtownie spadło z ponad 90% w 1990 roku do niecałych 40% w połowie roku 1993, a potem utrzymywało się na poziomie niecałych 60% (CBOS 78/99.) Tak samo istotne jest to, że wyniki wyborów były dla Kościoła niezadowalające.

Kościół wyciągnął wnioski z klęski roku 1991. Podczas wyborów w 1993 roku był o wiele bardziej powściągliwy, a w latach 1993–1995 Episkopat dystansował się od bezpośredniego zaangażowania w wybory czy konflikty polityczne (Gowin, 1999: 66.) Kościół spróbował ponownie podczas wyborów prezydenckich w 1995 roku: hierarchia kościelna otwarcie wspierała ponowny wybór byłego przywódcy Solidarności, Lecha Wałęsy. Ale wyborcy zagłosowali inaczej i prezydentem został postępowy Aleksander Kwaśniewski, ku sporemu rozczarowaniu Kościoła. W kolejnych wyborach Kościół w większości ograniczył się do nawoływania do uczestnictwa w nich, a decyzje polityczne pozostawiał sumieniu wyborców – ale politycy nadal unikali konfliktów z Kościołem.

W zamian tego Kościół rzymskokatolicki w Polsce osiągał najwięcej wówczas, gdy udało mu się ukrywać własne wpływy, zarówno w czasach PRL-u, jak i w demokracji.

W czasach komunizmu Kościół mediował w konfliktach pomiędzy PZPR i opozycją, głównie nieformalnie, przez listy, spotkania, komunikaty oraz indywidualne interwencje. Krytycznym forum negocjacji i dostępu, zwłaszcza podczas kryzysów w roku 1956 i w latach 1980–1981, była Komisja Wspólna Przedstawicieli rządu RP i Konferencji Episkopatu Polski. Reprezentanci Kościoła i PZPR spotykali się, by rozmawiać o polityce państwa wobec Kościoła i żądaniach Kościoła dotyczących tej polityki. Pojawił się charakterystyczny porządek rzeczy: państwo przyznawało Kościołowi przywileje, by zaspokajać go w okresach niepokojów społecznych, do jakich dochodziło w latach 1956, 1970 czy 1976 roku [4], i ograniczało owe przywileje i ustępstwa, kiedy mediacyjna i stabilizacyjna rola Kościoła nie wydawała się już konieczna. W archiwach Komisji zwracają uwagę dwie sprawy: nieustanna wymiana korespondencji i rozmów telefonicznych oraz spotkania pomiędzy przedstawicielami Kościoła i państwa, a także zmieniające się stosunki na linii Kościół–państwo. Sytuacja państwowej kontroli nad Kościołem w latach 60. zmieniła się, dochodziło do częstych spotkań na zasadzie równy z równym w latach 80. – w styczniu 1989 roku komunistyczni dygnitarze jadali obiady z biskupami (Aneks 1993, 576.)

Pod koniec lat 80. PZPR intensywnie negocjował z Kościołem kwestie regulacyjne i finansowe, które dla tego ostatniego od dawna były priorytetem. Długotrwałe negocjacje polityczne w Komisji przyniosły owoce: Kościół uzyskał duże ustępstwa polityczne [policy concessions] już przed upadkiem komunizmu. Ustawa z 1989 roku o gwarancjach wolności sumienia i wyznania zapewniała swobodę wiary i praktyk religijnych. Inna ustawa zagwarantowała, że państwo będzie wypłacało emerytury i opłacało ubezpieczenie społeczne członków kleru. I wreszcie, co najważniejsze dla Kościoła, ustawa o stosunkach państwo–Kościół określiła prawną pozycję Kościoła w Polsce, gwarantując mu autonomię i różne korzyści materialne, jak zwolnienie z podatków od przychodów i własności oraz od opłat celnych, a także przywróciła własności kościelne (Eberts 1998: 820, Daniel 1995: 408) Była to więc cała seria ustępstw, które komunistyczny parlament przegłosował krótko przed częściowo wolnymi wyborami 4 czerwca 1989 roku.

W schyłkowej fazie PRL oraz w okresie przemian ustrojowych w Polsce zarówno reżim komunistyczny, jak i opozycja demokratyczna dostrzegały autorytet moralny Kościoła rzymskokatolickiego i jego rolę jako narodowego reprezentanta w utrzymywaniu stabilizacji społecznej. Kościół zaś wykorzystywał najpierw desperację zagrożonego reżimu komunistycznego, a później niestabilność młodej demokracji. Tworzono wówczas komisje parlamentarne, w których zasiadali przedstawiciele państwa i Kościoła, padały propozycje dotyczące polityki, kler zyskiwał możliwość wetowania propozycji przedstawicieli rządu, a w konsekwencji mógł liczyć na istotne ustępstwa polityczne.

Większość tego bezpośredniego (a posiadającego krytyczne znaczenie) dostępu do rządów była tajna: ani Kościół, ani rząd nie chciał ściągać uwagi opinii publicznej. Największe zagrożenie destabilizującym konfliktem społecznym pojawiło się po przemianie ustrojowej 1989 roku: był to dokładnie ten moment, w którym całe obszary polityki ulegały przewartościowaniu i formułowaniu od nowa. Jeśli miały zachować nowy, demokratyczny porządek, zagrożeni politycy czuli, że nie mają innego wyjścia i muszą godzić się na żądania Kościoła. Dzielenie się suwerennością było niską ceną dla świeckich aktorów tych wydarzeń.

Po roku 1989 Kościół w Polsce szybko przełożył kapitał polityczny zdobyty w czasach PRL-u na wpływy polityczne w suwerennej demokracji. Kiedy naciskał na zmiany prawa w sprawach aborcji, rozwodów i edukacji „czuł się moralnie uprawniony do obrażania i publicznego łajania tych, którzy odważyli się kontestować jego wpływy”, nazywając oponentów „synami i córkami rosyjskich oficerów” (Morawska 1996: 62.) Jego instytucjonalny dostęp do spraw państwowych oznaczał, że choć popularność Kościoła spadła w ciągu trzech pierwszych lat demokracji, każda kolejna ustawa tworzona była w zgodzie z jego preferencjami. Co więcej, nawet gdy SLD – partia będąca spadkobiercą PZPR – wygrała wybory w 1993 roku, częściowo dzięki sile swej świeckiej tożsamości, nie zlikwidowała osiągnięć Kościoła w sprawach aborcji, religii w szkołach ani jego materialnych przywilejów. W wyniku instytucjonalnego dostępu Kościoła do rządzenia państwem oraz niepokoju odczuwanego przez wielu polityków w latach 90., Kościół nadal uzyskiwał polityczne korzyści pomimo powszechnej dezaprobaty dla takiego stanu: w roku 1992 81% respondentów sprzeciwiało się wpływowi kościoła na politykę (86% w 1996 roku), a w roku 1998 tylko 3% wspierało polityczną aktywność Kościoła (Eberts 1998: 330, Borowik 2002: 248).

Upadek komunizmu w 1989 roku oznaczał, że zarówno Kościół, jak i dawna opozycja stanęły teraz przed dramatycznymi wyzwaniami, jak przebudowanie gospodarki i administracji państwowej, i potrzebowały wsparcia dla rodzącej się demokracji. Podczas gdy duża część społeczeństwa odrzucała reżim komunistyczny (w wyborach w 1989 roku komuniści stracili wszystkie miejsca w parlamencie, jakie tylko mogli stracić), obawiano się, że społeczne poparcie dla demokracji jest kruche i ulotne. Nowe demokratyczne rządy obawiały się sprzeciwu wyborców wobec bolesnych reform rynkowych i uznały, że Kościół ma autorytet moralny, by legitymizować nowy reżim (a przez to znacznie zwiększyć prawdopodobieństwo jego przetrwania). Ze swej strony Episkopat doskonale wiedział, że ten rząd potrzebuje stałego wsparcia, że Kościół jest kluczem, a odmowa wspierania tego rządu skazuje go na porażkę (Torańska 1994: 193).

Preferencje polityczne Kościoła były konserwatywne i pokazywały jego małe doświadczenie w warunkach demokracji oraz słabą tolerancję dla różnorodnych opinii. Krytyka była odbierana jako atak, a sprzeciwy – oddalane. Kościół bronił swej obecności w polityce jako części swej posługi – a o tych, którzy go krytykowali, mówił, że są „zazdrośni” (kazanie kardynała Józefa Glempa z okazji inauguracji roku akademickiego 1990–1991, Pismo Okólne 45/90).

Innym dziedzictwem epoki komunizmu było to, że Kościół zamknął się na ducha Soboru Watykańskiego II i nadal traktował wiernych w sposób patriarchalny, a kler jako „pasterzy dusz”. Własną interpretację prawa, w której prawo naturalne było ważniejsze niż jakiekolwiek prawo tworzone przez człowieka, czy powszechnie preferowane – a w roku 1989, choć Kościół przyjął reformy gospodarcze i polityczne, stał się „triumfalistyczny, przekonany o własnej decydującej roli (…) [wykazując] całkowity brak krytycyzmu wobec swych błędów w przeszłości i ceny płaconej przez polski katolicyzm za izolowanie się od ruchów reformistycznych w ubiegłych dziesięcioleciach” (Gowin 1995: 27). Kler oczekiwał, że politycy i przedstawiciele państwa będą się zachowywać przede wszystkim jak katolicy, a na drugim miejscu jako przedstawiciele rządu („Gazeta Wyborcza”, Ks. Kazimierz Sowa: Nie mieszać ambony z polityką, 16 lipca 2012).

W tych wczesnych latach demokracji Komisja Wspólna nie tylko się spotykała, ale robiła to z odnowioną energią. Znaczenie przypisywane Komisji, przynajmniej przez świeckie państwo, tak naprawdę wzrosło: w czasach komunizmu zarówno komuniści, jak i strona kościelna miała parytet: odpowiednio po 3–4 reprezentantów po każdej stronie na poziomie ministrów/wiceministrów i biskupów. W epoce postkomunistycznej Komisja zyskała większą liczbę członków, razem 10–11, a świeckie państwo reprezentowane było teraz przez kilku wysoko postawionych ministrów, w tym ministra spraw wewnętrznych, edukacji, finansów i kultury. Tak więc świeckie państwo reprezentowane było przez kilku z najwyższych przedstawicieli państwowych w kraju [5]. Komisja pozostawała [dla Kościoła] krytycznym punktem wyjścia, jeśli chodzi o dostęp do świeckiego państwa, choć ton debat z czasem się zmieniał: w drugiej dekadzie nowego milenium rząd nie potrzebował już wsparcia Kościoła, by przetrwać [6]. W rezultacie Kościół nie mógł już według własnego uznania kształtować polityki dotyczącej małżeństw jednopłciowych i wspomaganej rozrodczości [in vitro].

Na początku lat 90. znów triumfalistyczny Kościół polegał jednak nie tylko na Komisji Wspólnej, ale na osobistych interwencjach. Jak wspomina były minister: „wysoko ustawieni członkowie kościelnej hierarchii uważali, że to normalne, bo przez lata przywykli do rekomendowania określonych osób na określone stanowiska (…) Dzwonili do ministerstw i interweniowali, kiedy zwalniano tego lub innego pracownika lub dyrektora, nawet jeśli były ewidentne przesłanki do zwolnienia, bo ludzi ci związani byli z SB i mieliśmy na to dowody (…) ci sami członkowie hierarchii uważali za odpowiednie dzwonić z instrukcjami, by zlikwidować lub powołać taki czy inny departament, co nas oszałamiało” (Wiktor Kulerski, cytowany w: Torańska 1994: 196). Do takich interwencji dochodziło w ważnych resortach, takich jak Ministerstwo Edukacji czy Ministerstwo Zdrowia, odpowiedzialnych za sprawy z punktu widzenia Kościoła najistotniejsze.

Działania Komisji, komitetów legislacyjnych Kościoła, osobiste interwencje i propozycje instytucjonalne były trzymane w tajemnicy zarówno przez Kościół, jak i przez rząd; w wyniku czego nawet jeśli opinię publiczną drażnił poziom kościelnych wpływów, to w większości przypadków nie była świadoma instytucjonalnego dostępu Kościoła do spraw państwowych. Dostęp ten nie był publicznie dyskutowany, nawet przez rzekomo świecką, lewicową i wrogą, bo będącą spadkobierczynią PZPR, partię SLD, która „nigdy nie ujawniła mechanizmów interwencji Episkopatu w życie polityczne (…) ich ujawnienie ukazałoby Kościół jako siłę polityczną” (wywiad z Wiktorem Kulerskim, Torańska 1994: 210). Kościół się odwzajemniał. Pełne zapisy ze spotkań komisji pozostają tajne: archiwa państwowe są niepełne, a Kościół odmawia ich ujawnienia, bo uważa te spotkania za absolutnie poufne.

W wyniku tego jeden z ważniejszych aspektów wpływów Kościoła w Polsce polega na tym, jak przetrwał on zarówno upadek komunizmu, jak i narodzenie się niepodległej demokracji. Większość instytucjonalnego dostępu do spraw państwowych zyskał podczas komunizmu, kiedy powtarzające się kryzysy stworzyły potrzebę negocjacji z Kościołem, by utrzymać porządek społeczny i zapobiec rozlewowi krwi. Następnie wykorzystał ten dostęp, by przepychać swe priorytety polityczne w jednej dziedzinie za drugą, co opisałam w książce Nations Under God. Po pierwsze, prawie wyeliminował prawo do aborcji i wprowadził pełne uczestnictwo Kościoła w edukacji publicznej niemal natychmiast po upadku komunizmu, kiedy jego wsparcie dla rodzącej się demokracji było postrzegane jako kluczowe dla sukcesów nowej władzy. Po drugie, zyskał nowe przywileje prawne i finansowe w Konstytucji (którą pomagał pisać) i konkordacie, w zamian za poparcie przystąpienia Polski do NATO i Unii Europejskiej. I w końcu jego sprzeciw wobec legalnego uznania związków partnerskich tej samej płci, antykoncepcji, technologii wspomagania rozrodu i badań nad komórkami macierzystymi zdominowały debaty polityczne początków XXI wieku.

Dlaczego zatem Kościół pozostaje tak potężny nawet wtedy, gdy inne kościoły bardzo straciły na znaczeniu i to w sytuacji, w której większość Polaków sprzeciwia się jego wpływom? Wpływ Kościoła na sprawy publiczne i na społeczeństwo będzie się utrzymywał tak długo, jak długo Kościół będzie mógł zagwarantować rządowi wsparcie, i dopóki to wsparcie będzie dla rządu wartościowe. Jeśli duże grupy wyborców będą uważały, że Polska niekoniecznie musi być katolicka, i odwrócą się od Kościoła albo od niego odejdą, jego siła polityczna także zniknie. Jeśli Kościół traci autorytet moralny, znikną jego wpływy polityczne. Taki proces odbywa się na wiele sposobów: jak pokazuje przykład Irlandii, jeśli Kościół nalega na najwyższe standardy moralne w społeczeństwie, a następnie zdradza je poprzez krzywdzenie tysięcy dzieci w sierocińcach i domach dla niezamężnych matek, przez więzienie młodych kobiet i odbieranie im dzieci, przez krzywdzenie chorych, starych i najbardziej wrażliwych, upadek taki jest szybki i nieodwołalny. Los Kościoła w Irlandii i jego niezdolność do sprostania ideałom, których dochowania wymagał od innych, być może stawia ostatnie działania Kościoła w Polsce w innym świetle. Kiedy po 2000 roku rozpoczęły się skandale pedofilskie także w Polsce, Kościół zareagował, początkowo atakując „ideologię gender” (termin ten jest niezrozumiały dla socjologów i komentatorów w Stanach Zjednoczonych) [7], próbując w ten sposób odwrócić uwagę opinii publicznej od własnych mankamentów [8]. Takie gesty sprawiają wrażenie odruchów defensywnych Kościoła, który stara się ukryć swe tajemnice przed opinią publiczną, a także działań mających na celu obronę tradycyjnej seksualności moralnej. Ciekawe, czy polityka odwracania uwagi nadal okaże się skuteczna.

Anna Grzymała-Busse

Anna Grzymała-Busse – profesorka politologii na Uniwersytecie Stanforda. Doktorat zdobyła na Uniwersytecie Harvarda, wcześniej studiowała w Princeton i w Cambridge. W 2017 r. wybrana do American Academy of Arts and Sciences. Jej książka Nations under God. How Churches Use Moral Authority to Influence Policy (Princeton University Press, 2015) była wielokrotnie nagradzana, m.in. nagrodą im. Sartoriego (2016), im. Lubberta (2017) i im. Laury Shannon (2017). W 2017 roku została wybrana do American Academy of Arts and Sciences. Opublikowała: Redeeming the Communist Past. The Regeneration of the Communist Successor Parties in East Central Europe, Cambridge University Press, 2002; „Rebuilding Leviathan. Party Competition and State Exploitation in Post-Communist Democracies, Cambridge University Press, 2007.

Od autorki:

Część tego materiału była wcześniej publikowana w książce: A. Grzymała-Busse, Nations under God: How Churches Use Moral Authority to Influence Policy [Narody pod rządami Boga: jak kościoły wykorzystują swój autorytet moralny, by wpływać na politykę], Princeton University Press 2015.

Przypisy:
[1] 2005, Dane programów badawczych World Values Survey oraz International Social Science Survey Programme z 2003 roku: odpowiednio n=44 i n=28. Odchylenia standardowe to odpowiednio 9, 5,4 i 8,1.
[2] W latach 90. i w pierwszej dekadzie XXI wieku w Polsce średnio 50% respondentów chciało, by Kościół miał mniejszy wpływ na politykę, a 78% respondentów nie chciało, by zajmował się działalnością polityczną. CBOS, 2007, „Opinie o działalności Kościoła”, Komunikat z Badań, Warszawa, marzec 2007. We Włoszech tylko 32% respondentów zgadzało się, że religia powinna mieć wpływ na państwo (Fisher 2004). W Stanach Zjednoczonych 70% respondentów nie chciało, by Kościoły wspierały kandydatów politycznych (Pew Forum on Religion and Public Life, 2002, AmericansStruggle with Religion’s Role at Home and Abroad, zob. www.people-press.org/2002/03/20/ americans-struggle-with-religions-role-at-home-and-abroad/ (dostęp 10.06.2019 r.). Większość respondentów uważa, że to niewłaściwe, by Kościoły wypowiadały się na tematy polityczne (51%) i by kler poruszał sprawy polityczne na ambonach (68%). Pew Forum on Religion and Public Life, 2000, Religion and Politics: the Ambivalent Majority, zob. www.people-press.org/2000/09/20/religion-and-politics-the-ambivalent-majority/ (dostęp 10.06.2019 r.).
[3] Zob: www.pewforum.org/2017/05/10/views-on-religion-and-politics/, spr. 24.04.2019 r.
[4] Większość hierarchii kościelnej milczała po protestach studenckich w 1968 roku i podczas antysemickiej kampanii, jaka po nich nastąpiła. Protesty nie objęły innych warstw społeczeństwa, a antysemicka kampania postrzegana była jako wewnętrzny konflikt partii (Dudek).
[5] Inaczej było w przypadku Kościoła: Episkopat nie jest ciałem wykonawczym w polskim Kościele, a każdy biskup jest technicznie kościelnym władcą swojej diecezji (Borecki i Janik 2011: 22).
[6] W latach 2001–2005 lewicowa partia sld miała względnie harmonijne i częste relacje z Kościołem dzięki Komisji, była to miła odmiana po chłodnych spotkaniach z lat 1993–1997. W latach 2005–2007, kiedy Polska miała populistyczny rząd stworzony przez PiS, Samoobronę i LPR, odbyło się tylko jedno spotkanie Komisji, podczas którego rozmawiano o wizycie papieża Benedykta XVI, o sprawach finansowych i wzmocnieniu nauczania religii w szkołach. W latach 2008–2012 centroprawicowy rząd po–psl spotykał się z przedstawicielami Kościoła dwa razy w roku, by rozmawiać o edukacji, kwestiach finansowych, technologiach wspomaganej rozrodczości, praw dotyczących rodziny, uregulowaniach związanych z funkcjonowaniem mediów oraz o świętach kościelnych. Do tej chwili otwarta ingerencja Kościoła (nie wspominając o kontrowersjach otaczających jego reakcję na tragedię smoleńską z 2010 roku, w której zginęło wielu członków polskiej elity politycznej, w tym prezydent Rp) obniżyła swój autorytet moralny, a debaty stały się zjadliwe.
[7] Zob. także komentarze Jarosława Kaczyńskiego, twierdzącego, że „seksualizacja dzieci, cały ten ruch LGBT, gender” to zagrożenie dla polsko-katolickiej tożsamości, które przywędrowało z zagranicy. Argumentował jeszcze, że „kwestionowanie Kościoła w Polsce ma antypatriotyczny charakter”. https://wpolityce.pl/polityka/443928-imponujacy-wyklad-prezesa-pispolska-musi-byc-wyspa-wolnosci, spr. 24.04.2019 r.
[8] Kościół później przeprowadził własne dochodzenie w kwestii pedofilii w szeregach Kościoła w Polsce i dotarł do 625 ofiar z lat 1990–2018. W lutym 2019 roku Fundacja „Nie lękajcie się” walcząca z pedofilią opublikowała własny raport, mówiący o 384 ofiarach, i przedstawiła go papieżowi Franciszkowi podczas audiencji.

Bibliografia:
Borecki P., Janik C. (red.), Komisja Wspó́lna Przedstawicieli Rządu Rzeczypospolitej Polskiej i Konferencji Episkopatu Polski w Archiwaliach z lat 1989–2010, Warszawa: Wydawnictwo Sejmowe, 2011.
Aneks, Tajne Dokumenty Państwo – Kościół, 1980–1989, London: Aneks Publishers, 1993.
Borowik I., The Roman Catholic Church in the Process of Democratic Transformation: The Case of Poland, „Social Compass”, 2002, nr 49(2), s. 239–252.
Daniel K., The Church-State Situation in Poland after the Collapse of Communism, „Brigham Young University Law Review”, 1995, nr 2, s. 401–419.
Eberts M., The Roman Catholic Church and Democracy in Poland, „EuropeAsia Studies”, 1998, nr 50(5), s. 817–842.
Gowin J., Kościół po komunizmie, Kraków: Znak, 1995.
Grzymała-Busse A., Nations Under God: How Churches Use Moral Authority to Influence Policy, Princeton: Princeton University Press, 2015.
Morawska E., The Polish Roman Catholic Church Unbound, w: S. Hanson, W. Spohn (red.), Can Europe Work?, Seattle: University of Washington Press, 1995.
Torańska T., My, Warszawa: Most, 1994.

Tekst publikowany na licencji Creative Commons. Uznanie autorstwa 3.0 (prawo przedruku z podaniem autora i źródła)

Przewiń do góry